Zdrada

Lubił patrzeć na Ewę. Smukła i gibka, poruszała się po Ogrodzie swobodnie, niczym jedno ze zwierząt, a jednocześnie była jedyna w swoim rodzaju – Adamowi brakowało jej lekkości i wdzięku.

Lucyfer, podobnie jak pozostali aniołowie, z zachwytem powitał nową kreację Boga-Ojca. Zdążyli już zapoznać się z najdalszymi zakątkami świata, pojęli wszystko i wszystko zapamiętali. Ale człowieka nie mogli zgłębić. Człowiek miał w sobie otchłanie zbyt przepastne, by aniołowie potrafili sięgnąć ich dna. Tylko Bóg był do tego zdolny – w końcu zostali stworzeni na Jego obraz i podobieństwo.

To jednak, co Lucyfer zdołał dojrzeć, zauroczyło go. Złożoność osobowości, uczuć i myśli, nieskończony potencjał, mnogość możliwych scenariuszy przyszłości i wyborów – dusza. Lucyfer uważał, że ludzie są piękni i skończeni.

Ale dla Niego to wciąż było za mało.

Lucyfer dostrzegł Go, kiedy, jak co dzień, z pewnego oddalenia obserwował Ewę. Wpierw poczuł Jego przemożną obecność, a gdy począł się rozglądać, ujrzał małego kolorowego ptaszka, który przysiadł na gałęzi Drzewa.

Ewa krążyła w pobliżu, wybierając kwiaty do wianka. Beztroska, radosna, z rozpuszczonymi włosami sięgającymi pasa, zachwycająca.

Ptaszek zaświergotał przepięknie, przyciągając uwagę kobiety.

– Ewo! – zawołał, co nie było dziwne, gdyż w Ogrodzie wszystkie zwierzęta miały głos. – Jesteś piękna jak dzień w Raju! A te owoce są tak samo piękne, jak ty! Spójrz tylko… Skosztuj jednego, wyglądają jakby zostały stworzone właśnie dla ciebie!

Ewa podeszła do Drzewa, uśmiechnięta, a Lucyfer zadrżał. Niczego nie rozumiał. Jak to możliwe? Przecież Bóg-Ojciec sam zakazał ludziom jedzenia tych owoców! Och, gdyby byli tu inni aniołowie albo Adam… Ale Adam biegał z tygrysami w innej części Ogrodu, a aniołowie na wysokości wyśpiewywali pieśni pochwalne.

– Nie wolno mi – powiedziała Ewa. – Pan nam nie pozwolił, mówił, że możemy jeść wszystkie owoce, tylko nie z tego drzewa… Choć wyglądają wspaniale.
– Właśnie takie są – odrzekł Bóg-Ptak, przelatując z gałęzi na gałąź. – Soczyste, słodkie, smakują wręcz bosko. A poza tym dają władzę.
– Władzę? – stropiła się Ewa. – Nie potrzebujemy władzy. To Pan rządzi.
– Dają również wiedzę – nie ustępował ptak. – Wszystko, czegokolwiek chciałabyś się dowiedzieć, jest na wyciągnięcie ręki!
– Wiedzę? – spytała Ewa. – Znam Pana, znam Adama, znam Ogród, znam wszystkie kwiaty i zwierzęta. Nie muszę wiedzieć nic ponadto.

Ptak zaklął. Ewa nie wiedziała, co to za dźwięk, a i Lucyfer ledwie się domyślił.

– Owoc da ci o wiele więcej – powiedział Bóg, nieco niecierpliwie. – Spojrzysz na siebie inaczej, i na Adama również. Będzie dla ciebie jeszcze bardziej pociągający niż dotąd, zapragniesz go mocniej i mocniej pokochasz. Wierz mi.

I to właśnie miłość skusiła Ewę. Podeszła bliżej, niepewnie wyciągając rękę.

Lucyfer nie czekał dłużej. Nie mógł bezczynnie patrzeć na to, co się działo. Dotąd w bezcielesnej postaci unosił się w eterze, teraz jako wąż opadł w trawę i popełzł w stronę Drzewa. Wsunął się czym prędzej po pniu i – choć na samą myśl o wystąpieniu w jakikolwiek sposób przeciwko Bogu-Ojcu łamało mu się serce – wystrzelił prosto w kolorowego ptaka. Ten wzbił się w powietrze, łopocząc gwałtownie skrzydłami. Sprawiał wrażenie zdumionego.

Ewa cofnęła rękę, przestraszona. Pierwszy raz widziała, żeby jedno zwierzę zaatakowało drugie.

– Nie jedz tych owoców! – syknął do niej Lucyfer rozpaczliwie. – Nie wolno! Nic dobrego ci z tego nie przyjdzie!

Zniknął, przyjmując na powrót eteryczną postać i z lękiem rozpoczął oczekiwanie – na wezwanie przed oblicze Pana. Czuł jednak, że postąpił ze wszech miar właściwie.

~*~

– Cóż zrobiłeś, Gwiazdo Zaranna? Podniosłeś rękę na Ojca swego.

Lucyfer stał ze zwieszoną głową.

– Nic nie rozumiesz, synu, to część Większego Planu! – grzmiał dalej Bóg. – Człowiek musi iść naprzód. Musi zejść na Ziemię. Ciekaw jestem, jak sobie tam poradzi.

A więc chcesz ich wygnać z Ogrodu, aby zaspokoić ciekawość – pomyślał Lucyfer z goryczą.

– Właśnie tak. Już postanowiłem. Biegu wydarzeń nie zatrzymasz. Ale właśnie zmieniłeś sposób, w jaki będą mówić o nich przyszłe pokolenia… kiedy już Adam z Ewą je spłodzą, rzecz jasna. Czy nie sądzisz, mój drogi, że wąż nadaje się doskonale na symbol zdrady? Na kusiciela? Tego, który doprowadził do wygnania?

Lucyfer, nie dowierzając własnym uszom, po raz pierwszy uniósł wzrok na Boga-Ojca. Spodziewał się kary, ale żeby…

– Wy również nie możecie tkwić w miejscu, drogie dzieci! – rzekł Bóg do zgromadzonych wokół Niego Zastępów. – Też musicie iść do przodu! Zatem jeśli ktoś chce dołączyć do Lucyfera, nie krępujcie się. Choć was czeka droga o wiele dłuższa niż ludzi… Na samo dno.

Bóg klasnął w dłonie i wszystko zniknęło. Uśmiechnął się do siebie. Jutro musi wrócić do Ogrodu, by dokończyć przerwane zadanie, ale i tak uznał, że poszło dobrze. Pogratulował sobie pomysłu z wężem. A jaką minę miał Lucyfer! Bezcenną!

Biedak prędzej czy później będzie się musiał z tym pogodzić. W końcu to zwycięzcy piszą historię.