Wszystko, czego nie zdążyłam powiedzieć B.

Moja Babcia miała najpiękniejsze na świecie niebieskie oczy. Chociaż zmęczone, prawie niewidzące… Kiedy ze mną rozmawiała, otwierała je tak rzadko…

Prawie mnie nie słyszała, ale za to sama tak pięknie opowiadała – chociaż za każdym razem się powtarzała, ja chciałam słuchać dalej. Kiedy zobaczyłam jej zdjęcie z młodości – zamilkłam! Pomyślałam: jaka ona była piękna! I była, do samego końca, chociaż zmarszczki próbowały udowodnić, że jest inaczej…

Jeżeli ideały nie istnieją, to ja chcę być chociaż taka, jak Babcia. Aż taka… Mimo zmęczenia ciągle wstawała ze wschodem słońca, nigdy nie narzekała, nie przeklęła człowieka… Podczas ostatniej rozmowy powiedziała mi: „Pamiętaj, jak jesteś u mnie, nie trap się o innych. Trap się zawsze tylko o siebie”.

W jej przedostatnim dniu trwałam przy jej łóżku. Przez kilka godzin patrzyłam na jej agonię. Wtedy chyba pierwszy i jedyny raz w życiu przyznała się do bólu – pokiwała lekko głową, nie miała siły na nic więcej, nawet nie otworzyła oczu… Umierała beze mnie, ale dzięki niej ja już nie boję się śmierci, bo ona się jej nie bała… Kto kiedykolwiek ją poznał, zrozumie moją tęsknotę. I żal, że nigdy jej nie dorównam…

Babcia. 5 V 1924 – 26 II 2011

Minęło 15 lat, odkąd nie ma jej z nami. To prawda, że czas leczy rany. Jest łatwiej, ale miłość i tęsknota nadal trwają.

Powiedziała mi też pod koniec: „Jak się ma dobre dzieci, to jest największy skarb na świecie. Jakby mi ktoś powiedział, że będę żyła jeszcze dwadzieścia lat, jak mu oddam jedno dziecko, to bym nie oddała. Ale jak by mi obiecał te młode lata, bo tych starych lat to ja bym już w ogóle nie chciała”.

Dziś sama jestem matką. Jednego, nie dwanaściorga dzieci jak Ona, a i tak nie potrafię w swoim macierzyństwie dorównać jej dobroci, opiekuńczości i wyrozumiałości.

Podobno w ostatniej swojej chwili otworzyła jeszcze oczy i się uśmiechnęła. Teraz jest szczęśliwa, wiem to na pewno…