miał na imię Refaat Alareer

muzeum milczenia

muzeum milczenia to piękne miejsce
ogromny budynek wzniesiony z kości Obcych
eksponatów
przedmiotów, nie podmiotów, filozofii “nigdy więcej”

w środku odnajdziesz przeróżne sceny
czterech jeźdźców apokalipsy płaczących nad owocami swojej pracy
bez majestatycznych koni i pięknych strojów
bez masek (prawie)

blada twarz Wojny pokryta krwistymi łzami
męska, skulona sylwetka, z głową między kolanami i kiwająca się w przód i w tył
“nigdy więcej”, chrypie, gdy podchodzę do niego, “miało znaczyć nigdy więcej”
“to są lu…”, zaczyna, pokazując długimi, szczupłymi rękami Eksponaty
uciszam go, kręcąc powoli głową
tu nie wypowiadamy tych słów

Zaraza siedzi na ławeczce
smukła, kobieca, naga sylwetka, nadaje się bardziej do klasycznego muzeum sztuki
niż do muzeum milczenia
zaciska usta w wąską linię, wbija paznokcie w skórę dłoni
“zrób coś”, rozkazuje ostrym głosem, “zakończ ich cierpienia”
“oni umierają, ale nie mogą odejść”, dodaje, “to nielu…”
uciszam ją, kręcąc powoli głową
tu nie wypowiadamy tych słów

Głód zniknął
ale niestety go odnajduję, on nigdy nie zniknie na zawsze
nigdy więcej, dobre sobie
schował się we wnęce za jednym Eksponatem
nawet nie przedstawiającym owocu jego starań
istota w gablocie nie głoduje
“co myśmy zrobili?”, jęczy cicho, “powiedz, czy możemy jeszcze zrobić cokolwiek?”
“to przecież lu…”
uciszam go, kręcąc powoli głową
tu nie wypowiadamy tych słów

ale Głód nie może zesłać im jedzenia,
Wojna nie może zakończyć bestialstwa
a Zaraza nie może cofnąć tego, co uczyniła
minęły dziesiątki tysięcy lat
a wciąż tkwimy w Muzeum Milczenia

spoglądam w lustro i widzę maskę, której nie zdjęłam
jako jedyna
zbyt mocno boję się tego, co zobaczę pod spodem
wiem, co pod nią jest
Eksponaty odwracają się jak jeden mąż w moją stronę
czekają
cała się trzęsę, ale pozostaję w masce

nie mogę im pomóc
muszę milczeć, ale mogę pamiętać
wiem, co jest pod maską
ale oni nie mogą wiedzieć
bo pod maską jest Śmierć
a Śmierć ma najbardziej ludzką twarz ze wszystkich
noszę twarz wszystkich ludzi, jacy kiedykolwiek istnieli

ale tylko gdy o tym pomyślę, dopada mnie przeokropny ból
uciszam się, kręcąc powoli głową
tu nie wypowiadamy takich słów
Eksponaty krzyczą
a Śmierć dalej milczy


protest.

mówisz, że nosisz w sercu ogień
bunt na niesprawiedliwość i nierówność
wolność wzbijającą się w górę z białymi skrzydłami
przykrywającymi nocne niebo

dyskutujesz przy rodzinnym stole, bijesz pięścią w stół
jebać kapitalizm, mówisz, po czym zamawiasz kolejną górę ubrań z Temu
popieram małżeńską równość, po czym dodajesz, że te związki partnerskie
to bardziej dla Tomka i Agaty są, co nie?
Witek i Adam mogą zapłacić notariuszowi, by stać się dla siebie prawnie najbliższymi osobami
najlepiej u tego notariusza w bocznej uliczce
popieram LGBT, mówisz, po czym krytykujesz parady równości
popieram Palestynę, mówisz, po czym dodajesz, że w sumie to obie strony są sobie winne
i popijasz shakiem z McDonalda

ale ty masz w sercu ogień, po prostu go przykrywasz
strajkujesz o lepsze traktowanie i płace, ale gdy przechodzi dyrektor, schylasz głowę
i posłusznie stukasz w klawiaturę
nic się nigdy nie zmieni, mówisz, namawiając kolegów, by też zrezygnowali ze strajku
więc odchodzicie
strajk upada, a wy głosicie, że wiedzieliście od początku
jesteś taki inteligentny

masz w sobie płomień, gdy mijasz kobiety protestujące na ulicach, owinięte czarnymi szalami
tli się w tobie nadzieja
może nawet krzykniesz czasami ***** ***
po czym rząd się zmienia, twój płomień tli, protesty milkną w oddali

mijasz czerwono-biało-zielono-czarną chmarę ludzi
i może nawet krzykniesz czasami coś o bojkocie
ale zawsze odchodzisz, wstępując po drodze do Starbucksa

nie jestem inna, myślę, obserwując cię
może kiedyś zderzymy się na chodniku
połączy nas ogień
po czym twój zgaśnie, a mój zapłonie
przeprosisz mnie i odejdziesz, mamrocząc coś pod nosem
a ja zostanę na ulicy i zacznę przeraźliwie krzyczeć

pewnie już nigdy się nie spotkamy
może w Starbucksie, gdy będziesz popijać spokojnie kawę
nie zwracając uwagi na dziewczynę obok, która owszem, też pije kawę
ale nie może dalej przestać krzyczeć


czytanie palestyńskiej poezji

postanowiłam napisać wiersz o tym, co się ze mną dzieje, gdy czytam palestyńską poezję
ogarnia mnie zachwyt i gniew
nie, to zbyt proste
w bezpiecznym budynku, który raczej w najbliższym czasie nie stanie się zbiorową mogiłą
z ukochaną u boku, która raczej w najbliższym czasie nie przemieni się w proch
z mamą, która przy diagnozie raka otrzymała najlepszą możliwą opiekę, a nie wyrok śmierci
z ojcem, który raczej w najbliższym czasie nie stanie się męczennikiem
z przyjaciółmi, którzy raczej w najbliższym czasie nie staną się szarawym wspomnieniem minionego śmiechu i dymu
z kotkami, które raczej w najbliższym czasie nie umrą z głodu
(przepraszam, profesorze Bralczyk, czy powinnam powiedzieć “zdechną”?)
w tym bezpiecznym budynku ogarnia mnie zachwyt
gdy czytam o męczeństwie, poświęceniu, walce o wolność
to piękne słowa
piękna fikcja, chciałoby się powiedzieć
może gdy przyjdą po mnie, ja też złożę swoje serce, dusze i życie na karb poezji
będę zdychać (dobrze, profesorze Bralczyk?) z głodu, będę tańczyć rozświetlona słońcem i białym fosforem, będę pisać i wołać o pomoc i krzyczeć i może
może ktoś okaże się mniej samolubny niż ja
może ktoś okaże się lepszy niż ja
może ktoś pomoże, gdy zostanę tylko ja i moje słowa
może ktoś się zachwyci, gdy zostaną tylko moje słowa
i może też napisze wiersz
gdzie zamiast o teraźniejszości będzie się zastanawiać, co by było gdyby
podczas gdy grobów już nie ma, a cmentarze nie mają już granic
świat milczy
ale poległy palestyński poeta, zamordowany w ataku izraela 9 grudnia 2023 roku
pisał tak
“Jeśli muszę umrzeć,
ty musisz przeżyć,
aby przekazać mą opowieść”
miał na imię Refaat Alareer
miał na imię Refaat Alareer