ryby
moja dłoń pamięta jeszcze
materiał twojego dzierganego swetra
jak cała w nim sztywniałaś
gdy otaczałam cię chudymi ramionami
a z ust brzmiało głośne
------ ---
jemu tu jest dobrze
czasem kładzie się przy drzwiach
jak wtedy przy furtce
i ja wiem, że wciąż czeka
jego ulubione chrupki to te rybne
i ty najbardziej lubiłaś ryby
obiecałaś mi serwis do kawy z fajansu kiedy już
ale wolałabym nigdy nie dostawać go w zamian
ja wiem, że było ci tu ciężko
uwierz, rozumiem
i proszę, niech tam będzie lepiej
wydziergaj nowy sweter
niech też będzie różowy
obejmij się chudymi ramionami
i niech wybrzmi z twojego wnętrza
------ --- powiedz sobie
obiecaj
i czekaj tam na mnie
gdzie jest dobrze
*
ten dom zawsze przypominał trumnę
którą dziadek wybudował wam obojgu
chciał zamknąć w ciemności tatę i wujka
ale wymknęli się gdy wyszło słońce
lekkie drzwi otwierały przestrzeń do ciężkich myśli
i nie każdemu udało się je unieść
niechęć osiadała na barkach jak oka na rosole
ale żałuję że nie mówiłam ci więcej
dopiero pod koniec -
w tym ciemnym domu kręciły się trzy pieski
o tym samym brudnym co dłonie dziadka imieniu
kochałaś je najczyściej ze wszystkich
- nie dziwię ci się
po brzoskwiniowych ścianach pełzły w górę ślimaki bez domów
zazdrościłaś im pewnie że nie muszą nic dźwigać
paląc ostatniego papierosa
- bolało i nie wiem co bardziej
wystawiamy przed bramą meble pełne bezsilności
sklejka przez lata była tamą na skażonej rzece
w tej zwiewnej sukience wyglądasz jak Sophia Loren
ona mówi że Anna Dymna
stoisz u szczytu tych pięciu stopni pod drzwiami
patrzysz w dal i nawet się nie spodziewasz
-
wypuszczasz ich z domu i biegną
ty jesteś słońcem
*
moja babcia umiera na raka
a ja jadę tramwajem
piję kawę
słucham muzyki
śnię
noworodek rozrzuca chrupki
kukurydziane
trzy dni chemii