trzy pamiętniki

Plażowa deweloperka

Z mamą za parawanem
Wykuwałem bursztynową dróżkę
Do zamku z piasku na puckiej plaży
Palcem wskazującym dłubałem sypialnie
Z oknami wysokimi i zielonymi zasłonami
Usypywałem okazałe łazienki
Ze złotymi kafelkami i bieżącą wodą
Lepiłem bawialnię, gabinet, ogród zimowy
Rzeźbiłem konsolę i toaletkę dla mamy
Budowałem garaż okazały
Wodą morską zapełniłem basen na letnie upały
Muszelkami zdobiłem fontannę przy podjeździe
Fala przyszła bez zaskoczenia
Mama zarządziła powrót na kolację
Zwinęła leżak, spakowała parawan
I parasolem zburzyła nasze nowe lokum
Bursztyn wzięła na pamiątkę


Pokolenie T-L-K

Pendolino to pociąg do spania
Rzekł dziadzio znad pokruszonej gazety
Nigdy nie wyjechał poza swoje bogu winne osiedle
Najwyżej na rowerze na ROD, skubać marchewki
Te-el-ka to pociąg do rozwiązywania krzyżówek
Rzekła babcia znad zmurszałej książki, czytanej od dwudziestu lat
Nigdy nie opuściła swojej ulicy
Najwyżej do urzędu po dowód, bo jak mus, to mus

Zatopieni w fotele
Wpatrują się godzinami w czterdzieści cali
Czystej plazmy i brudnej rozrywki
Mają nawet laptopa, ale babcia suszy na nim chustki
Ich trabant już dawno zarośnięty pokrzywą i mleczem
Radyjko z Czechosłowacji już jedną nogą w grobie
Zaraz kamienna rocznica


Jawa nocy letniej

Wziąłeś mnie na wakacje
Do domku nad rzeką
Rześką, powolną, leniwie szepczącą
Historie ryb i ptaków
Pokazałeś stary młyn, gniazdo bocianie
Chwyciłeś za ucho
I pociągnąłeś na polankę
Między domkiem a kościołem
Wrzuciłeś na rower, pokazałeś stogi i lipy
Zanurzyłeś kostki
Nalałeś wina do szklanki
Wziąłeś mnie na wakacje
Do lasku za miastem
Pokazałeś łosia i łanię
Goniłeś kleszcze
Położyłeś na mchu i szeptałeś czule
O domku w lesie,
Który zbudujesz
Słuchałeś rechotu żab
I pohukiwania sów
Wziąłeś mnie na wakacje