tam mi dopomóż, kwiecie
jakbym miała iść do nieba
to bym tyle mostów nie spaliła
urodzonych w gorącym
nerwy się trzymają
niezliczone są owoce mojej złości
zanim powieje chłód
krótko trwało zostanie na wieki
po wosku widać że świeca się kończy
ale dalej dycha
słodko karmelowym dubajsko czekoladowym
nie zapalaj te chemikalia niszczą płuca
ale nad miastem wisi chmura
para z grzańca jarmarku bożonarodzeniowego
na co komu dziś wczoraj
skoro jutro nie przyjdzie
jak nie wybuchać gdy na każdym kroku wulkany
chodniki usłane prochem dymnym
leci z nieba czy to z piekła
tak źle się dzieje na tym świecie
a my dalej w polskim kwiecie
tam mi dopomóż