Północ

Jako ciekawskie dziecko uwielbiałam ukradkiem przysłuchiwać się historiom o tym, co przydarzyć się może po północy; rzeczach niepojętych, odwiedzinach bytów wytęsknionych, nieproszonych (i przypadkowo zaproszonych), a zwłaszcza słów tych, które z należytą powagą krążyły wśród rodziny i bliskich, a których nie dało wyjaśnić się (stuprocentowo) bez nuty zadumy.

,,Północ” jest więc moją odpowiedzią na opowieści o godzinie duchów; na rembrandtowską myśl, wedle której gdy rozum śpi, budzą się demony – ciało staje się bezbronne, a podświadomość zaczyna grać pierwsze skrzypce w akompaniamencie niewytłumaczalnego.

ołówek i czarny cienkopis na papierze, 21×29,7 cm