Włosy złociste, słońcem dotknięte.
Oczy odcieniem nieba muśnięte.
Uśmiech malutki, dość urokliwy.
Widok radosny, może i tkliwy.
Zdjęcie promienne, latem ujęte.
W bieli i beżu, dziecko objęte,
siedzi na brązie ławki dębowej,
pozuje do zdjęcia, pamiątki życiowej.
Wiosny mijają, życie się rodzi,
a dziewczę słoneczne, codziennością mrozi.
Lata mijają, czas płynie dalej,
a niewinne spojrzenie, udręką się staje.
Kolory świata, szarością nastają.
Dziecko ucieka, kredki się łamią,
i tylko ołówki
w dłoniach zostają.
Wiosna dwudziesta, na nowo się rodzi.
Dziecię wewnętrzne do serca dochodzi.
Pędzlem i farbką, pejzaż maluje,
widok dorosłości, kolorem ujmuje.
Emocje, uczucia,
ciepłe odcieniem,
przeplatane z chłodnym barw powiewem,
wypełniają w dorosłości,
szarość szkicowaną.
Dziecię moje, skarbem moim.
Dusza, ciało, dziecko chroni.
Słońce wieczne, kwiat kwitnący,
a wraz z wiosną, znów śmiejący.