27 września było 27 stopni.
I przerosło mnie to.
Jak moja młodsza siostra,
chociaż dopiero co wsiadła na rower,
a zaraz będzie prowadzić
swoje życie
lepiej ode mnie.
I przerosło mnie to.
Jak wychodzenie z domu,
chociaż dopiero co się tu wprowadziłam,
a zaraz minie trzecia jesień
zima, wiosna,
lato.
I przerosło mnie to.
Jak oczekiwanie na przyszłość,
chociaż jest już teraźniejszością,
a zaraz dotknę zimnymi stopami
mokrego piasku
obcego.
I przerasta mnie to.
Jak ogrom miłości w ściśniętym sercu,
chociaż tęsknota dopiero w nim zamieszka,
a zaraz zjemy
ostatni posiłek
na naszej podłodze.
I przerośnie mnie to.
Odpowiedź
Kąpię się w mleku, gdy tylko przejdę przez próg.
Nie widzę nawet czubka własnego nosa.
Może to i lepiej. Zdrowiej.
Może będzie mi bliżej.
Jestem ślepa na dźwięki i głucha na obrazy.
Mam jedynie skrawki szarych miraży;
bladej skóry, kącika ust, jasnego oka,
głęboko zakopane w pamięci.
Nie mogę zasnąć już przez lata świetlne.
Przeorałam cały las w mojej głowie,
w poszukiwaniu czyjejś twarzy.
Czy należy ona do ciebie?
Myślę, więc mnie nie ma.
Wchodzę pod górę,
powoli, ledwo powłóczę nogami.
Przygnieciona głazem natrętnych myśli,
zrodzonych z mojej głowy, z mojego ciała.
Jestem wyrodną matką, wyrzekam się ich.
Strąciłabym ze wzgórza wszystkie moje córki
I moich synów,
ale nie dostrzegłam nigdy szczytu.
Myślę, że go nie ma.
Rzut oka
Lubię patrzeć jak trzymają się za ręce,
niezdarnie, pokracznie, mocno, czule.
Cały ciężar uwieszony na małym palcu,
składają niemą obietnicę, bezcenną.
Chodzą dwójkami, trójkami, czwórkami,
otuleni własnym ciepłem, spowici łuną.
Kroczą parę centymetrów nad chodnikiem,
chociaż świat wciąż wrzeszczy im do ucha.
W ich bańce czas już się rozpuścił,
lepki miód pokrywa spękane usta.
Kciuk gładzi wnętrze wilgotnej dłoni.
Lubię patrzeć jak leniwie znikają mi z oczu.