Monitoring
Łazi i łazi, gada i gada. Co chwilę na papierocha wychodzi. Żeby kobieta tyle paliła, kto to widział? Ale, czemu Cholera pali przed klatką? Przecież każde mieszkanie w bloku ma balkon, no dajcie spokój. Co wychodzę, ona pali i gada przez ten telefon. Ale, żeby ona jeszcze miała, o czym rozmawiać. To ględzi i mędzi, plotkara jedna, pod moimi oknami, a ja wietrzę mieszkanie! Zaduchu w domu być nie może. Człowiek jak stary musi mieć czym oddychać, ale tu się chyba rozumiemy z sąsiadeczką. Ona to kocha zażywać świeżego powietrza z dodatkiem dymu, oj kocha. Mieszka Cholera naprzeciwko, trzaska drzwiami o bezbożnych godzinach i drze się na dzieci, aż u mnie słychać. Tyle kopci do tej gęby, a głos taki, jakby w życiu papierocha do tych wymalowanych ust nie wzięła. Teraz to mówią, że ma tą no – tapetę. No ma ma, nie da się ukryć. Ten jej makijaż widać na drugim końcu ulicy jak lezie z tym swoim dzieckiem. Nie powiem chłopczyk ładny, czemu dziecko jest winne jak matka taka, ale drze się to dziecko jak opętane, widać ma to po matce. Piszczy i mędzi, marudzi tak głośno, że w zamkniętej łazience słyszę. A Cholera potem tylko kurwuje i kurwuje. Takie teraz są matki, co przy dziecku nie wstydzą się przezywać, przeklinać i Bóg wie co jeszcze. Myśmy były inaczej nauczone. Jak mama była w kuchni i coś bracia moi nabroili to, mamusia spokojnym głosem upominała, ale to tak upominała, że żaden z nich ani nie drgnął, takie były czasy. A teraz dziecko na łeb jej włazi, a ta się drze jak psychiczna.
O idzie, patrzy się w ten telefon, czego tam szuka? Co ona tam widzi? Pewnie znowu do kogoś dzwonić będzie. Nie… Idzie do domu. Mocniej już chyba tymi drzwiami walnąć się nie da! Kiedyś wylecą z futryny i tyle będzie. Syf i brud, ale co to takiej, porządku nienauczone. To widać. Jak wychodzi z mieszkania i ja akurat też wychodzę, to widzę jej przedpokój. Szafa stara, obdarta od dołu, jakby Cholera podłogę myła tak mokrym mopem, że aż wsiąka w okleinę. Pudła na szafie ledwo się mieszczą, a buty porozwalane pod każdą ścianą. Ja to bym chciała zobaczyć, jak ona w tej kuchni ma. Jak tam musi być brudno, daj Panie Boże spokój. Wszystko można pod zasłoną schować, ale po oknach i firankach od razu widać, czy porządek jest w domu. Moje okna czyściusie, błyszczące i bez żadnej smugi. Ramy mam pomyte, a że parapet biały to dbać trzeba. Czyścić co chwilę i przecierać z kurzu. Firanki zmieniam, no tak, co dwa miesiące. A ta Cholera to Boga się nie boi! Nieważne czy Wielkanoc, czy Wszystkich Świętych, okna brudne i kurzem zaleciałe. Jak wiosna jest to takie żółte z pyłu, a tak to szare jak jej pożal się Boże firanki. Tak kurzem zaszły, że widać, jak nic, rok nie były zmieniane.
W kościele też Cholery nigdy nie widziałam. Może do innej parafii chodzą, ale ja w to nie wierzę. W każdą bitą niedzielę nigdzie nie wychodzą odświętnie ubrani. Mąż jej, ten kryminalista, bo inaczej nazwać go nie można, to zawsze łazi w tym samym podkoszulku, a jak zima to przykrywa się kurtką. Na bank recydywa albo inny chuligan. Pomalowany cały tymi tatuażami, to gdzie taki stary chłop sobie tyle tatuaży zrobił? No w więzieniu, jak nic. Teraz to młodzi też sobie te tatuaże nieszczęsne robią, ale młodzi to młodzi. Kiedyś zwykli ludzie to sobie tatuaży nie robili, bo gdzie je mieli robić? A jak już mieli to, każdy porządny człowiek bał się obok nich usiąść. Nie wiadomo było, czy cię okradnie albo pobije. Teraz to już nic nie wiadomo, każdy psychiczny i zboczony!
O idzie następny, ten jej starszy synuś zapuszczony. Włosy ma takie, jakby fryzjera się bał jak dentysty, a brodzisko ma długie jak menel spod sklepu. Lekko spasiony. Pewnie lubi sobie pojeść. Widać, co tam on pożera. Jak idzie ze sklepu to, widzę jak niesie chipsy, tu jakaś coca–cole i inne świństwa. Co z tej Cholery za matka, że dziecku takie dziadostwo jeść pozwala. Potem nie ma co się dziwić, że takie grube. Moje dzieci nigdy nie były grube. A skąd! Biegały po osiedlu, za trzepakiem, to tam na polanie, gdzie Lidla postawili, oj tam to biegali między tymi chaszczami. Szukać ich trzeba było wieczorem i z badylem do domu gonić. Tacy byli wylatani, a teraz ten starszy to tylko siedzi przed komputerem. Wiem, bo słyszę, jak idę pod blokiem, a ten drze się i przezywa. Kiedyś to myślałam, że do matki tak pyskuje. Tak mnie wtedy nerwy zalewały, ale potem jak usłyszałam, że po jakimś angielsku czy niemiecku gada, to mówię, że pewnie do komputera się wydziera. Ale i tak niewychowany i agresywny przez ten komputer, bo przez co innego? Moje dzieci komputera nie miały i jakoś przeżyły. Wyrośli z nich kulturalni i grzeczni chłopcy. Żony mają dobre i dzieci ułożone, i do Boga przyzwyczajone, nie jak tej Cholery. Ona tych swoich synów to chyba nie ma z jednego małżeństwa, tak mi się zdaję, bo to wszystko można usłyszeć, bo tu z klatki wszystko słychać – ściany cienkie jak papier. Ten mały to do jej męża mówi „tato”, ale żeby starszy tak powiedział to, nie słyszałam. Po imieniu do niego gada jak do kolegi, a nie do ojca. Ale po niej to widać, że albo rozwiedziona, albo ten starszy to nieślubny! Imię Ojca i Syna i Ducha Świętego Amen. Żeby Bóg odpuścił jej grzechy, ale żeby ona jeszcze wiedziała, że grzeszy. Teraz to ludzi Jezus nie obchodzi. Co roku na święta coraz mniej ludzi w kościele, a przecież się nie wyprowadzają, bo widzę, że budują blok za blokiem w każdej wolnej dziurze. A tam, gdzie zostanie miejsce to, wciskają Biedronki, Pepca i inne chińskie markety. Teraz tam, gdzie Lewiatan jest to, kiedyś delikatesy były. Tam pracowały takie miłe kobiety, to się pogadało i kupiło, a teraz to te baby z Lewiatana to tak z byka na człowieka patrzą, a zapytaj ich o coś, to takie niezadowolone, jakby zapomniały, że pracują. Kiedyś starszemu człowiekowi odpowiadało się z szacunkiem – tak nas nauczyli! Ustępowało się miejsca w autobusie i przepuszczało w kolejce, bo się było człowiekiem kulturalnym i wychowanym, nie to, co teraz. Ten starszy od Cholery to raz mnie szturchnął łokciem w sklepie, jak stałam w kolejce, i nawet nie przeprosił. Gęba by mu chyba uschła, gdyby powiedział „przepraszam”, a o „dzień dobry” już nie wspomnę.
Postawię wody na herbatę, bo niedługo mój film leci. O znowu Cholera wyłazi! Ta to ma tupet. Znowu pod moim oknem stoi! By się wstydziła tak pod cudzym oknem, jak widzi, że w nim stoję. Kto to babsko wychował? Chciałabym poznać jej matkę. Pewnie się kobiecina wstydzi, że takie wyszło z jej domu. A… Pięknie mi te pelargonie na parapecie rosną, nie to, co u niej. Co to za kobieta? Jak ona dom prowadzi? Ani kwiatka na oknie, ani za oknem, a na balkonie też nic ma. Teraz to takie o nic nie dbają, tylko o te swoje pazury i gęby wymalowane. O mój Boże drogi. Przed blok wyszła, a umalowana jak na imprezę. Niech się przyjrzę. Włosy zaś sobie utleniła. Widzę, bo odrostów nie ma. Myśmy się tak nie farbowały, gdzie tam? Kiedyś kobiety były skromne. Na czarno się farbowały, na brązowo albo na rudo, jak któraś jasne włosy miała. Blondynki też się zdarzały, ale nie takie. Toż to nie blond, tylko jakiś wypalony kolor piachu z budowy. Suche gniazdo dla ptaków. Niech tak długo nie stoi na tym dworze, bo jeszcze zlecą się gołębie i uwiją sobie przytulne gniazdko w tym sianie. Matko jedyna! Wyciąga drugiego papierocha. Daj Panie Boże spokój. Ile ona wydaje na te papierosy? Chyba pół wypłaty, jak paczkę dziennie wypala. To, z czego te jej dzieci jedzą? Może ten jej mąż dobrze zarabia, ale to też drab taki, to co on tam może robić? Pewnie mechanik jakiś, albo prędzej gangster. Strach się bać, kto przy człowieku mieszka. Oho patrzy się na mnie. Łapie mnie wzrokiem i gada coś do mnie Cholera jedna. No już otwieram to okno, otwieram.
– Dzień dobry pani Kowalczykowa. Co tam słychać u pani?
– A dobrze, wszystko dobrze. Bóg zdrowie dał – to najważniejsze.
– A ma pani zdrowie, ma. Tu pani pójdzie, tam pojedzie.
– Też, co człowiek ma w tym domu robić, nie?
– A no tak, tak. Przewietrzyć się trzeba od czasu do czasu, hehe.
– W domu wszyscy zdrowi? Bo tak się zapytam.
– A zdrowi, zdrowi, dziękuję. Dobra ja lecę pani Kowalczykowa. Niech się tam pani trzyma. Do widzenia.
– Do widzenia, do widzenia. Z Panem Bogiem.