Lekcja

Karol Wielki z dynastii Karolingów został koronowany na cesarza w 800 roku w Rzymie. Wykładał nam ojciec. Było to odrodzenie cesarstwa na Zachodzie. Papież Leon III, tytułując Karola cesarzem ukazał stan faktyczny ówczesnej Europy. Mówił. Tego jeszcze nie wiecie. Karol władał w tamtej chwili większą częścią ziem dawnego cesarstwa zachodniorzymskiego. Zatem kto inny mógł aspirować na to stanowisko? Ojciec rozkręcał się niesamowicie. Poza tym, szczęśliwie dla Karola, w Bizancjum żaden cesarz nie zasiadał akurat na tronie. Tam, w Konstantynopolu, tron zajmowała kobieta. A więc pusty tytuł cesarski czekał na Karola.

Szkolił nas bez końca. Opowiadał w kolejności chronologicznej przeróżne wydarzenia. Czasem byliśmy w starożytności w Atenach lub Sparcie, albo nieco wcześniej w Babilonie Nabuchodonozora II. Bywały też wojny punickie i wyprawy Cezara, tak przechodziliśmy czym prędzej do średniowiecza. Poznawaliśmy bliżej Franków, Longobardów czy Wizygotów, i nie omijaliśmy również wczesnej Polski. Potem coś mówił o nowożytności, niezbyt wiele. Nie lubił tej epoki. Nie uważał jej za zbyt wielką, by mówić o niej przy śniadaniu. Potem tematy biegły w stronę XIX wieku i rozkręcały się jak maszyna parowa, żeby dotrzeć do XX, w którym żyliśmy. Tak to mniej więcej trwało. Kiedy ojciec dochodził do kresu historii i spotykał dzień dzisiejszy, kolejkę zaczynał od nowa.

Tak było odkąd pamiętam, odkąd mam w głowie jakieś urywki pamięci. Odkąd kojarzę nasz drewniany stół kuchenny. Odkąd widzę krzesła do kompletu. Myślę, że mój brat pamięta podobnie, choć u niego z pamięcią bywało różnie. Ojciec lubił bawić się w nauczyciela. Czasem, myślę, że kochał być naszym nauczycielem, ale tylko w tych czterech ścianach. A zdarzało się, żeby to tylko jeden raz, że wcielał się w swoją rolę zbyt mocno, gdy mój brat nie bardzo był skory do nauki historii. Ojciec więc urządzał nam najprawdziwsze niezapowiedziane kartkówki obok kawy zbożowej i jajecznicy, albo organizował testy wielokrotnego wyboru przy herbacie z cukrem i kanapce z szynką.

Miałem to szczęście otrzymać dar dobrej pamięci każdej szczegółowej pierdoły. A tych pierdół ojca było sporo. Niezliczone daty bitew, wielce ważne pojęcia i koszmarne przyczyny, przebieg i skutki każdego możliwego zdarzenia. Ciąg przyczynowo skutkowy był dla ojca jak Biblia. Wyciągał z niego wszelkie prawdy moralne i radził się go w chwilach kryzysu. Czytał te swoje opasłe zbiory historyczne poukładane na półkach według jego widzimisię, a matka nawet nie mogła postawić tam najmniejszej ramki z naszym zdjęciem. Cóż za przygody przeżywał ten zwyczajny miejski urzędnik pogrążony w lekturze. Na pewno nie to co Karol Wielki.

Byliśmy akurat w średniowieczu. W ostatnim czasie ojciec rozkochał się w Świętym Cesarstwie Rzymskim i nie dawał spokoju tym biednym Niemcom od kilku tygodni. To też szybko zakończył etap starożytności i wskoczył do wieków ciemnych, które rzecz jasna ciemne nie były. Tamtego śniadania przypomniał sobie jak wielkim władcą był Karol Wielki. Czego to on nie dokonał, gdzie to on nie był, czego nie podbił i gdzie się nie koronował. W mojej ocenie stary brodacz był wszędzie i nigdzie, a jak umarł, całe to jego cesarstwo trafił szlag.

Tego to nie wiedzieliście. Powtórzył. Kiedy zjazd gnieźnieński dobiegł końca, nasz przyszły pierwszy król polski, Bolesław, którego nazywamy Chrobrym, odprowadzał cesarza Ottona III do granicy z cesarstwem. Odprowadzał i odprowadzał aż dodarli do Akwizgranu, miejsca spoczynku Karola Wielkiego. Przecież to człowiek był wielką sławą obdarzony nie tylko w cesarstwie, ale w całej Europie. Musiał to być człowiek ważny, skoro tak wiele języków od imienia Karola władców królem nazywa. Otwarli ponoć Bolesław i Otton grób Karola.

Nie powiem tym razem ojciec mnie pochłonął. Myślałem, że powie coś jeszcze o klątwie mumii Karola Wielkiego, albo o skarbie odnalezionym przy jego zasuszonym ciele. Ale ojciec, kończąc zdanie, skończył lekcję. Dokończył śniadanie, ucałował matkę i wyszedł do pracy. Ja nie dokończyłem śniadania.

Następnego ranka ojciec nie odezwał się ani słowem nad talerzem kiełbasy i jajkiem na twardo. Dopił ciemną jak noc herbatę i znowu wyszedł do pracy, całując wcześniej matkę. Zalały mnie nerwy. Co się z nim stało? O co mu chodzi? Obraził się, czy co? Przecież Jacek, mimo tego, że gdy je nie umie skupić się na rozmowie, dobrze zdał ostatni test ojca. Odpowiedział na prawie wszystkie pytania, a matka pochwaliła go i nawet upiekła mu ciasta, kiedy wrócił ze szkoły. Przecież ja też nic nie zrobiłem. Na pewno nic nie zrobiłem. Słuchałem grzecznie, nie przerywałem ojcu, bo wiem jak tego nie lubił. Gardził przerywaniem w trakcie wykładu, dlatego czas dojadania śniadania przeznaczał na pytania. Często pytań w ogóle nie było, a ojciec wychodził z zawiedzioną miną, moich lekcji w tym domu nikt nie docenia. Ale ostatnio, tak z pięć dni pod rząd, pytań było, było, jak nigdy. Matka była w szoku. Nawet Jacek parę zadał, co mu się oczywiście nie zdarzało. Nie wiedziałem, o co ojcu chodziło. Chociaż dzięki temu Jacek zrobił się pogodniejszy przy śniadaniu. Nie gapił się już tylko w talerz, oczekując końca zajęć. Wręcz przeciwnie. Wgapiał się w okno i bywało, że uśmiechał się do ojca, a ten odpowiadał mu radośnie tym samym. Znaleźli sobie klub wzajemnej adoracji. Jakby każdy w domu zapomniał o śniadaniowych lekcjach historii.

Z czasem i ja zacząłem zapominać. Mijały kolejne pory roku i lata, a ojciec nie wracał do tematu. Nawet na obciążonych książkami półkach pojawiały się nasze fotografie w pasujących do meblościanki ramkach. Myślałem, że ojciec obraził się na historię. Nie czytał jej już tak wiele i nie kupował też tych opasłych księgozbiorów.

Gdy dostałem się do liceum, po zdaniu wstępnych egzaminów, ojciec bardzo się cieszył. Gdy Jacek rok później również dostał się do mojego liceum, ojciec cieszył się jeszcze bardziej. Wtedy znowu krew zalała mi mózg. O co ojcu do cholery chodzi? Więc w końcu zapytałem:

– O co do cholery ojcu chodzi?
– Paweł! – oburzyła się matka. – Jak wyrażasz się przy stole?

Ojciec spojrzał spokojnie tylko na mnie i dalej kroił kiełbasę na mniejsze kawałki, a Jacek przestał głupio gapić się w okno i skupił się na jajku na twardo.

– Nie odpowie mi ojciec?
– A co chcesz synu usłyszeć?
– Wyjaśnienia.
– Na jaki temat? – Rżnął głupa bezczelny.
– Ale ojciec sobie żarty urządza. Wie ojciec na jaki.
– Nie wiem.

Matka aż usiadła przy stole i z niecierpliwością obserwowała przebieg wydarzeń.

– Ojciec wie, że chodzi mi o lekcje historii.
– O lekcje historii?
– Tak, o nasze lekcje historii. Lekcje przy śniadaniu.
– Co z nimi?
– Czemu się skończyły? Czemu tak nagle? Wie ojciec ile czasu rozmyślałem, o co ojcu chodziło?
– Mi o nic nie chodziło.
– To czemu te lekcje Tadeusz skończyłeś? – wtrąciła się matka.
– Ponieważ nie były już potrzebne.
– Co? – Myślałem, że zaraz go zabiję.
– Jacek w końcu zainteresował się czymkolwiek, a ty już wszystko wiedziałeś.
– Jak wszystko wiedziałem? Człowiek nigdy nie wie wszystkiego. Uczy się całe życie. Sam tak ojciec mówi.
– A no mówię. Racja. Zwyczajnie już wszystko wiedziałeś, żeby samemu iść dalej. Przecież widziałem, jak sam sięgałeś po moje książki i czytałeś dalej o Karolu Wielkim. Słyszałem jak dręczyłeś Jacka w waszym pokoju, a potem wciągałeś kolejne i kolejne książki. Czy nie przyniosło to efektu? – Siedziałem jak wryty i zapomniałem mrugać. – Potem dostałeś się do liceum i teraz też Jacek. Po to synu były te lekcje. Byłem pewien, że od dawna to wiedziałeś.

Nie odezwałem się już tego dnia przy stole. Własny ojciec mnie wyrolował. Jak mógł mnie tak podejść? Jak mógł mi to zrobić? Zwykły cham i oprawca. Stary komunista.

Ojciec skończył śniadanie. Ucałował matkę i wyszedł do pracy. W szkole na lekcji historii profesor podał nam oceny z niedawnego sprawdzianu i znowu dostałem piątkę. Może ojciec zainteresował mnie światem. Męczył i drążył bez końca, ale i tak byłem wkurwiony. Gdy wróciłem do domu, Jacek leżał na wersalce i czytał książkę. Przywaliłem mu poduszką, żeby już wielce nie był taki mądry i usiadłem przy biurku. Ojciec oprawca też wrócił do domu. Przywitał się głośnym dzień dobry i zawołał:

– A wy chłopcy, czemu w pokoju? Do stołu obiad już czeka. Zapraszam. Dzisiaj porozmawiamy o rozpadzie państwa Karolingów.

Pomyślałem. Nie dziękuję. Mam takie gierki w dupie.