Krowa na Danka
– Nie wiemy, skąd ona się wzięła. Człowiek wstaje rano idzie do kuchni, bo kuchnie mam na tę stronę, patrzy, a tam krowa za blokiem. Myślę, co za cholera? Krowę ktoś zgubił? Ale nie, patrzę, no prawdziwa.
– A daj pan spokój. Kto to widział, żeby krowa na osiedlu się pasła. To nie lata 80. Panie ten, co te krowę tu przywlekł to niech se ją weźmie.
– Pani, ale co się pani wtrąca, ja teraz mówię.
– Nie wtrącam się. Stoję obok i mówię, bo pan tak gada, jakby ta krowa się tu panu podobała.
– Czy mi się podoba? A ja wiem? No se jest i tyle. Co mam zrobić? Wypuścić ją w miasto? Niech se może po Wawelu polata?
– Tu trzeba coś zrobić! Kto to widział krowę na osiedlu. Panie redaktorze to trzeba gdzieś zgłosić.
– A spółdzielnia wie, co tu się dzieje, że tak pani gada?
– Panie ja nie wiem, co oni tam wiedzą. Ja wiem, że żadnej krowy tu nie chce! Żeby mi muczała za oknem i smród mi niosła do mieszkania! Gdzie jest ten właściciel?! Gdzie jest ten, nie powiem co, wariat popieprzony?
——————————————————————
– A ja to tak nie wiem, czy ta krowa to tak może tutaj być za tą żyłką tylko.
– Ja powiem pani, że mi się wydaje, że powinna jakiś płot mieć porządny. Raz ją coś wystraszy, porwie się na tą żyłkę i poleci Bóg wie gdzie, a szkód narobi…
– A żeby pani wiedziała. Przecież powiem pani, pani Jadziu, że ja na wsi się wychowałam.
– Ja wiem, ja wiem. Mówiła pani już lata temu.
– No właśnie. To człowiek wie, jak się krowa zachowuje. Pasło się krowy, gęsi, owieczki to się przeżyło, wie pani? Takie czasy były. Ale też były, że w miastach krowy były.
– Ja wiem, wiem, były. Pamiętam, jak tam na Krowodrzy się jeździło, co teraz tam bloków przy kolei nastawiali, to tam krów było a było. Matko Bosko! A obok buraki sadzili i też żyli. Ale to lata 50. były. Teraz to ludziom wszystko przeszkadza.
– Tak, głodu nie znają. Jakby głód im do dupy przyszedł, jak na wsi kiedyś, to by krowę przy bloku pokochali. Mówię pani.
– Ja wiem, wiem, tylko co z nią na zimę zrobić?
——————————————————————
– Chłopcy! No macie tu kanapki, herbatę. Siadajcie do stołu. Ileż mogę wołać? Przecież musicie zjeść śniadanie.
– Mamo, bo my patrzymy! Zaraz!
– Na co patrzycie?
– No na krowę!
– Matko kochana! Jaką krowę? Gdzie?
– Chodź mama, zobacz!
– Jezusie drogi! Krowa przy bloku? Rany Boskie. Widzieliście kto ją przyprowadził? Skąd ona się wzięła?
– Jakiś pan.
– Boże, ile ludzi się zbiera?
– Oni też nigdy krowy nie widzieli?
– No chyba tak, skoro się tak gapią jak my.
——————————————————————
– Panie, niech mi pan powie, nie pieprzy, tylko zróbcie coś z tą krową!
– Proszę pani, sprawa już jest zgłoszona i wszystko jest w toku.
– Jakim toku? Jak krowa dalej się pasie między blokami! Kto ją tam przyprowadził? Niech pan gada!
– Proszę się uspokoić. Naprawdę.
– Jestem spokojna! Tylko się pytam, kto te krowę do cholery przyprowadził? Bo sama zaraz zrobię z tym porządek.
– Proszę się uspokoić i na mnie nie krzyczeć.
– Ja nie krzyczę! Tylko gdzie była spółdzielnia? Jak jakiś chłop przywlókł krówsko między bloki. Gdzie byliście do cholery?
– Naprawdę, proszę się uspokoić. Sprawa jest w toku.
– To trzeba wezwać jakieś służby! Dzwońcie do weterynarza! Nie wiem. Niech ją weźmie do cholery! Bo oszaleje!
– Czy krowa spowodowała pani jakieś szkody, że się tak pani denerwuje?
– Szkody?! Chłopie! Czy ty jesteś normalny?! No sra mi za oknem i muczy bydle od rana! Może wam tu przyprowadzę taką drugą i niech wam tu nasra na środku?!
– Naprawdę, proszę się uspokoić!
——————————————————————
– Ty, patrz. Już trzeci dzień ta krowa wpieprza se trawę.
– No i co?
– No nic, tylko mega mnie to bawi. Ci wszyscy łażą, zdjęcia robią albo się drą.
– No przeszkadza im.
– Wiem, tylko w sumie, co im przeszkadza?
– No stary, krowy śmierdzą.
– No śmierdzą, ale ktoś jej przecież sprząta.
– Tak?
– A widzisz tu jakieś gówna za oknem?
– No nie.
– No właśnie. Czyli ktoś to musi sprzątać. Tylko kiedy?
– Może w nocy?
– Ty, no. Może, bo tak to od razu wiedzieliby kto i zabiliby gościa.
– A jak pada to ona co?
– No moknie.
– A to jej tak nie przeszkadza? Ja tam moknąć nie lubię.
– No przydałby się jej jakiś dach. Biedna taka. Ej stary, a może w nocy nie śpimy tylko patrzymy jak ten gość od krowy jej te gówna sprząta?
– Jutro mam do pracy na ósmą, stary…
– No dajesz. Jebać, potem się wyśpisz. Będziemy wiedzieć kogo ta krowa. A pewnie za parę dni już ją sprzątną i gówno będziemy wiedzieć.
——————————————————————
– Skandal!
– Gdzie policja?!
– Won z tą krową!
– To jest Kraków, nie Wielka Wieś!
——————————————————————
– Witam państwa. Marek Pocieszny. Telewizja Polska Kraków. Nadajemy z osiedla Prądnik Biały w Krakowie, gdzie przy ulicy Wincentego Danka pojawiła się krowa tajemniczego pochodzenia. Policja nie podała jeszcze tożsamości właściciela zwierzęcia. Widzimy jednak, że zwierzę poruszyło mieszkańców osiedla, którzy licznie zebrali się na proteście wokół niechcianej krowy. Ze mną jest pan Jacek, mieszkaniec osiedla. Czy wie pan, kiedy pojawiła się krowa?
– Jak Boga kocham, nie wiem. Wstałem rano, to myślałem, że z telewizora krowę słyszę. Głupoty tam czasem lecą, to nie wiadomo co puszczą. Ale jak potem człowiek poszedł do pracy, to oczom nie wierzy, że krowa stoi za blokiem i się pasie. Ludzie się zbierają i każdy pyta, skąd ta krowa? Ale nikt, cholera, nie wie.
– Czyli krowa musiała pojawić się nocą?
– Tak, chyba tak, bo kiedy? Te trzy dni temu to krowy nie było. Każdy panu powie. A potem rano była.
– Policja twierdzi, że zwierzę jest zarejestrowane i ma właściciela, lecz nie mogą zdradzić, kim jest ten człowiek, ponieważ jest poszukiwany.
– Pewnie spółdzielnia jest w to zamieszana. To może jakieś, te, zielone łady, że krowa ekologiczna, ziemie nawozi.
– Sądzi pan, że to spisek Spółdzielni Prądnik Biały?
– A ja wiem? Ceny tylko podnoszą, to cholera wie na co? Może krowę kupili i przyznać się nie chcą, bo widzą, że eksperyment się nie udał i ludzie do głowy dostają. W końcu to my płacimy, to najpierw nas trzeba było zapytać, nie?
——————————————————————
– Skandal!
– Won z tą krową!
– Nie chcemy tu wsi! To jest Kraków! To jest Kraków!
– To jest Kraków, nie Wielka Wieś!
——————————————————————
– A o co tym ludziom tak chodzi? Przecież to tylko jedna krowa, a nie stado. Nikt się w ogóle nie przejął, czy ma co jeść, gdzie śpi. Chorzy ludzie.
– Ale patrz kochanie, jaki naród poruszony. Krowę im postawili i protestują. A jak inne szwindle przez sejm przechodzą, to w dupie mają i w domach siedzą. Co to za naród?
– Głupi, Daniel, głupi. Inaczej tego nazwać nie można.
– A ktoś tą krowę karmi w ogóle?
– Tak, tak. Widziałam, że jakieś starsze babki coś tam jej jeszcze rzucają. To potem ci drudzy, co protestują, się na nie rzucają z ryjem, że po co to karmić, że pozbyć się trzeba.
– Ja tak sobie myślę kochanie, że taka krowa to by się na każdym osiedlu przydała.
– Serio?
– No serio, serio, bo popatrz. Teren tu suchy jak nie wiem. Ona to trawę jakby skosi, kup nawali to nawozi. Ziemia się poprawi, wszystko będzie lepiej rosło. Ja nie widzę minusów.
– Ale gadają znowu, że śmierdzi.
– A jak oni srają to pachnie?
——————————————————————
– Wiedziałem, że się rzucą na tę krowę. Mówiłem ci.
– Mówiłeś, mówiłeś, ale żeby aż protest? Pojebało tych ludzi.
– Mówiłem ci, żeby wywieźć ją do ciotki.
– Krowę po matce miałem oddać w poniewierkę?
– Jaką poniewierkę? Ciotka ma oborę.
– Ma oborę, srolę. Od lat tam niczego nie trzyma. Sprzedałaby Kaśkę na rzeźnie i tyle by z niej było.
– Ale co ty chciałeś z nią zrobić?
– A nie wiem. Może obórkę postawić?
– Przy moim bloku?!
– Ciszej! Ciszej, bo usłyszą, że jesteśmy w mieszkaniu. A co miałem z nią zrobić?
– Sprzedać do cholery. A co innego?
– Kto ci kupi starą krowę oprócz rzeźni? Posrało cię? Matce obiecałem, że krowę przy życiu utrzymam.
– Ta, tylko albo zdechnie z zimna, albo ci ludzie ją zatłuką.
– Prędzej to ja ich zatłukę. Pojeby jebane. Krowa im szkodzi. A mleka nie piją? Sera nie jedzą? Szynka im w gardle staje?
– Nie pierdol, Grzesiek, tylko myśl co z nią zrobić. W końcu ludzie okryją, że siedzisz u mnie w mieszkaniu.
– A tam gówno odkryją.
– Tyś to już do reszty zdurniał, debilu. W telewizji gadali, że policja wie czyja to krowa, przecież, durniu, jest zarejestrowana na ciebie. A mieszkanie na Danka jest kogo?
– No twoje.
– No kurwa brawo! To prędzej czy później ktoś zapuka i spyta, gdzie ten debil, co krowę przywlókł na osiedle.
– To jak tu ją teraz zabrać? Jak ludzi w koło pełno.
– Nocą ja będę sprzątać gówna, a ty ją weźmiesz i pójdziesz z nią na Zielonki.
——————————————————————
– Ciekawe co zrobili z tą krową?
– Jak to co? Pewnie policja ją skonfiskowała.
– Policja może konfiskować krowy?
– A cholera ich tam wie. Ważne, że ten cyrk się skończył. W spokoju w końcu można tu siedzieć.
– Ale powiem ci, że tak raźniej z tą krową było.
– A no raźniej, raźniej. Jak za dawnych czasów, Władek. Jak żeśmy do twojej mamusi na wieś jeździli. Krowy muczały za oknem, a myśmy jeszcze spali w pierzynach.
——————————————————————
– Dzień dobry. Spółdzielnia Prądnik Biały. W czym mogę pomóc?
– Dzień dobry pani. Ja się tak chciałem zapytać, co się z tą krową stało?
– Proszę pana, nic się nie stało. Skończcie dzwonić i pytać o krowę.
– Ale to przecie wasza krowa była.
– Spółdzielnia Prądnik Biały nie miała nic wspólnego z tą krową.
– To skąd ona się wzięła na waszym osiedlu?
– Nie wiemy skąd się wzięła. Czy dzwoni pan tylko w tej sprawie?
– Znaczy, ja to nawet nie mieszkam na tym…
– Do widzenia.
——————————————————————
– Grzesiek, a co żeś z nią zrobił?
– Wyprowadziłem ze strefy zagrożonej.
– A chociaż ma dach nad głową?
– Ma, ma i teraz chociaż nie grozi jej wyginięcie.