Od dupy strony
Stanąłem przed drzwiami i przepieprzyłem gdzieś klucze. Gdzie są te pierdzielone klucze? Cholera jasna! No do domu nie wejdziesz i chuj! Jak można przedupcyć klucze we własnych kieszeniach? Przecież zawsze tu daje… A dobra, są. Uff… Mam dość… Spieszyłem się. Po prostu miałem nerwy. Zły humor i zjebany dzień. W jednej ręce torba z zakupami, na plecach wisiał plecak, a ja nieporadnie próbowałem włożyć klucz do dziurki. A potem i tak spadł pierdzielony na ziemię. Kurwa! Wtedy usłyszałem kroki zza drzwi i dźwięk przekręcania zamku. Szkoda, że wcześniej nie mogła się pofatygować, księżniczka.
– Myślałem, że nie ma cię w domu.
– Odwołali mi zajęcia i wróciłam.
– Aha… Taki to pożyje. To weź tę torbę do kuchni, jak nie masz co robić, bo mnie zaraz pojebie.
– Dobra! A po co te nerwy? Matko Boża! A coś się stało?
Co się stało? Gówno się stało! Tyle chciałem jej powiedzieć. Ale zastanowiłem się trochę przed wypluciem jadu. W sumie już zdjąłem buty, więc nerwy lekko mi zeszły. Wolna stopa to spokojniejsza stopa. Tak mi się zawsze wydawało. Odłożyłem buty do szafki i zdjąłem kurtkę. Plecy nieco oblały się potem, a w spodniach zaraz miało zdarzyć się to samo. Za ciepło w tym mieszaniu. W ogóle nie wietrzy! Nie ma człowieka pięć minut w domu i już jak w saunie. Wiem, że nie lubi zimna, ale bez przesady. Najlepiej włączyć grzejnik na fulla i zamknąć okna. Zrobić pranie, wywiesić je w pokoju i tylko czekać aż ta pieprzona wilgoć osadzi się wszędzie i zgnije na ścianach. Z mózgiem jej czasem nie po drodze. Ale i tak ją kocham. Głupia baba.
– Nic. Nic się nie stało.
– Ta. Jasne. Tak o wracasz do domu z przemiłym humorkiem.
– Wszystko mnie wkurwia po prostu. Nie chciało mi się dziś strasznie wychodzić z domu, ale nie mam już nieobecności na tych zajęciach i musiałem jechać.
Do tego na dworze pada nie pada, nikt nie może określić stanu pogody. Jak wyciągniesz parasol to masz wrażenie, że patrzą na ciebie jak na cipę, która boi się wody, a jak schowasz to po chwili masz mokre włosy i mordę, a pod kurtką pocisz się jak świnia, dokładnie tak jest dzisiaj na dworze. Nienawidzę jebanej jesieni.
– Masz cały mokry łeb, Maks. Idź się osusz, bo znowu będziesz chory, a nie mam zamiaru słuchać tego marudzenia.
– Dobra, dobra. Nie posraj się. Przebiorę się. Buzi.
– Zrobię ci herbaty. Chcesz? Albo w sumie, po co cię pytam. Zrobię i nie masz nic do gadania.
– Chcę. Walnij tam w pizdu miodu.
– OK!
Zacząłem od skarpet, potem zdjąłem koszulkę i te za grube spodnie. Boże! Jak zimno, matko. Choć jest to całkiem przyjemne. Ten moment spotkania gołej skóry z zimniejszym powietrzem. Lekko szczypiący dotyk zimna wywołuje setki drgawek, które znikają po sekundzie. Czułem, że plecy są nadal wilgotne, a dupa też zdążyła się spocić. Trzeba zmienić majty. Najgorzej. Przebrałem się w byle jaką koszulkę i równie byle jakie dresy i wdupcyłem się do łóżka. Tylko łóżko mnie nie wkurwia.
W kuchni krzyczał czajnik, a ja sprawdzałem Instagrama. Zero wiadomości. Nikt nie napisał. W naszej konwersacji cisza. Aktywny, Bóg wie kiedy. Zjeb. Niech się wali! Moja ulubiona baba weszła do pokoju, zapaliła lampkę na biurku i położyła gorącą herbatkę na szafce obok mnie.
– Ciemno tu jak w dupie, wiesz? Oczy ci się psują, jak tak gapisz się w ten telefon po ciemku.
– Dobra, weź. Bo tak lubię i tyle.
– Co się stało?
– Nic się nie stało.
– A pieprzenie o Chopinie. Jesteś dziś opryskliwym chamem, więc widzę, że coś ci się stało. Nie odpisał ci?
– Nie.
– Chuj i tyle. Mówiłam, że źle cię traktuje.
– Sra la la. No mówiłaś, ale był też miły. Było OK. Wydawało się, że mnie lubi. Pytał co u mnie, dość często, a teraz nic. Ma mnie w dupie.
– Hm… no, ja myślę, że…
– Czekaj! Cicho! Jest dostępny!
– Odpisuje?
– Nie, ale jest zielona kropka. Widzisz?
– Nawet nie odczytał. Pewnie…
– Pewnie wlazł na Instagrama i zobaczył wiadomości z podglądu i…
– I specjalnie cię ignoruje. Chce żebyś czekał. Typowy chłop. A niby geje są inni.
– Bo są, znaczy, ja jestem.
Roześmialiśmy się, ale dalej byłem wkurwiony. Dosłownie nic takiego nie zrobiłem. Chyba nic złego nie powiedziałem? Kurwa, sami delikatni się znaleźli. Kolejny chce tylko jednego, a ja nie jestem dziwką.
– Ten typ to dziwka. Tak uważam. Sorry. Poza tym, jak ty go poznałeś? Nie śmierdziało ci to od początku?
– Trochę.
– To mi bardzo. Wracasz Boltem o drugiej w nocy z imprezy i zagaduje cię kierowca, skąd wracasz.
– A co w tym takiego dziwnego, chciał sobie chłopak pogadać.
– Jakby jeszcze chciał sobie tylko pogadaćm, to nic bym nie powiedziała. Ale kurwa, dojeżdżacie do domu, a ten się pyta, czy chcesz na zwałkę. No kurwa! A ty jeszcze głupi się zgodziłeś.
– No co?! No co?! Pijany byłem i zmęczony. Po całym dniu pracy, no i tak wyszło.
– Ojejku, biedny. Naprawdę.
Trochę była zła. Widzę to w jej oczach. Martwi się. Wiem, wiem. To wszystko z troski. Nie ufam przecież każdemu! Przynajmniej teraz. To już nie ten Maks z liceum, który umawiał się na Grindrze z byle chujkiem w swoim zapyziałym prowincjonalnym miasteczku. Wiem. Boi się, że dostanę HIV’a albo innego syfu. Ma rację. Też się tego boję, ale on wydawał się spoko. Serio. Na początku zaśmiałem się pod nosem, bo uznałem, że jaja sobie urządza. Nikt chyba nie spodziewa się od kierowcy Bolta zaproszenia na szybki seks. No chyba, że ogląda się jakieś gówno na Netflixie. Ale serio wydawał się spoko. Kiedy wsiadłem, pierwsze co, spojrzałem mu w oczy w lusterku, bo jakoś tak się napatoczyły. Miał zadbane ciemne brwi i ostre spojrzenie. Szybko odwróciłem wzrok, przecież nie będę się w typa wpatrywał jak debil jakiś. Zapiąłem pasy i rozsiadłem się na tylnym siedzeniu, po skosie do Dawida. Trasa miała trwać dwadzieścia minut i przez pierwszą połowę gapiłem się w telefon, a on sobie jechał. Co jakiś czas czułem, że na mnie spogląda. Zaczepnik zasrany.
– I co było dalej?
– No czekaj babo, gdzie ci się tak spieszy?
Puszczał, kurwa, Troye’a Sivana, no to od razu wiedziałem, że gej. A tak serio, to nigdy nie masz pewności. Oni wszyscy są dziwni. A szczerze, przez tę piosenkę poczułem się bezpieczniej. Pomyślałem, że co jak co, ale gej geja nie skrzywdzi. Poza tym wyglądał normalnie. Typowy mullet na głowie, okulary z przezroczystego plastiku, czarna bluza, a na dupie niebieskie dżinsy. Ola wyglądała jakby słuchała tej historii po raz pierwszy, ale w sumie, może wcześniej mniej skupiałem się na szczegółach.
Mordę ma nawet przystojną, pomyślałem, i tego wąsa pod nosem. No wszystko, co mi się podoba, tylko nieco nudno ubrany. Gdy tak na oko zostało kilka minut jazdy, na pewno mniej niż dziesięć, spoglądał na mnie coraz częściej. Przestałem udawać, że tego nie widzę i też gapiłem się prosto w lusterko. W końcu zagadał swoim nie niskim, ale też nie za wysokim głosem:
– Jakaś impreza była?
– Urodzinowa.
– Ale chyba niezbyt mocna? Bo nie wyglądasz na pijanego.
– Trochę przesadziłem, ale jakoś się trzymam.
Zapadła cisza, a ja wróciłem do telefonu. Udawałem, że z kimś piszę. A ten dalej spoglądał mi w mordę. Typie skup się na drodze, bo nas gdzieś rozjebiesz! Jestem świadomy swojej urody, oczywiście, że tak, ale bez kurwa przesady!
Poznawałem kolejne bloki. Tu jeżdżę tramwajem, tam widać mojego Lidla, a dalej jest mój blok. Zwolnił samochód. Myślę, no chce mnie jednak gdzieś wywieźć! Zabije mnie! Ja pierdole! Ale przecież, jakby chciał mnie zabić to nie pod moim domem, debilu. Może zwolnił, bo nie chciał nadkładać drogi, kiedy wjedzie w złą uliczkę. Proste, nie? Mieliśmy przed sobą ostatni zakręt, wtedy powiedział to swoje chcesz na zwałkę? Doszło do mnie, że to nie jest marny żart, a on dalej patrzył mi w oczy. Uśmiechnąłem się, jak głupi, bo, nie biorąc pod uwagę, jakie to dziwne, no miło mi się zrobiło, że się komuś spodobałem. Nikt mi nie wmówi, że nie lubi, gdy ktoś go komplementuje.
– To był komplement! Ale ty głupi jednak jesteś. Nie mogę.
– A weź się utkaj, babo. Wy, hetero, to macie wszystko inaczej. Jesteście cnotki niewydymki aż do porzygu.
Przerywa mi bezczelna. Wracając, przyznaję, nie wiedziałem, jak się zachować. Kiedy w szoku dalej się uśmiechałem, szybko spuściłem wzrok na moje kolana i zablokowałem telefon. Dawid wciąż był wytrwały, czekał na moją odpowiedź, albo zwyczajnie musiał skupić się na drodze, bo próbował zmieścić się między autami na pieprzonym osiedlu.
Zatrzymał samochód, a Google Maps oznajmiła, że jesteśmy na miejscu. Dawid wyłączył nawigację i znowu wbił oczy w moją mordę za pomocą tego jebanego tylnego lusterka.
– To jak?
– Wiesz…
– OK, nie chcesz, luz. Serio.
– Nie. W sensie, nie jesteś brzydki czy coś.
Tak wiem, tak mu powiedziałem. Debil skończony. Przecież nie pytał mnie, czy jest brzydki czy ładny, tylko czy chce z nim seksu. Pojebie mnie! Zareagował tak samo jak ja na jego pytanie. Podziękował ironicznie, że dziękuje za info i że też nie jestem jakiś tam brzydki. Chciałem zapaść się w siedzenie i wypłynąć w bagażniku. Jasne, mogłem po prostu otworzyć drzwi i uciec. Trasa była już opłacona i mogłem bez konsekwencji polecieć do drzwi od klatki, modląc się, że nigdy już nie spotkam zasranego bolciarza. Ale zostałem. Tak serio to spodobało mi się to pytanie. Nawet jeśli nie planowałem się zgodzić, po prostu spodobało mi się, że mnie chce. Jebanych romansów mi się zachciało, a geje bywają okrutni.
– Nie, sorry, Jezu. Zesram się zaraz. Nie wiem, co ci powiedzieć. Co to w ogóle za pytanie? Widziałeś mnie na Grindrze czy co?
Rozpiął pasy i wyszedł z auta. Wtedy naprawdę pomyślałem, że zaraz się posram. Gdzie do cholery poszedł? Pojebało go?! Co on odpierdala?! Oczywiście trwało to sekundę i otworzyły się sąsiednie drzwi od strony kierowcy. Pewny siebie zasraniec, siadł obok mnie i znowu gapiąc się na mnie, powtórzył: To jak? A ja, że no OK.
– Jezu, tak prosto się zgodziłeś? Matko! Zaraz ja też się zesram, chłopie. Czyli rombaliście się na parkingu pod naszym blokiem?
– Nie na parkingu, głupia jesteś? Przecież bałbym się, że ktoś akurat będzie przechodził. Może on jest na tyle głupi, albo na tyle ma wyjebane, że nie miał z tym problemu, ale ja tak.
– No, ale światło w aucie chyba gaśnie, kiedy drzwi są zamknięte.
– Było ciemno, tak tak, ale typo stanął pod lampą na ulicy i oświetlała nam mordy na pomarańczowo.
– I co poszedłeś do domu? Przecież mówiłeś, że do czegoś doszło.
Doszło, ale faktycznie poszliśmy do domu. Bo jak już mówiłem, nie kręci mnie seks w aucie i czułbym się jak tania dziwka, znaczy z całym szacunkiem do dziwek. Nie oceniam. Każdy orze jak może. Jakoś tak naturalnie przyszło mi bycie nieśmiałym, ale mam wrażenie, że wyglądało to jak gra w „chcę być zdobywany”. Jednak po chwili przeszło mi rżnięcie cnotki:
– Ale tutaj? Serio?
– A co boisz się?
– A z iloma facetami robiłeś to już na tym siedzeniu? No właśnie.
– To idziemy do ciebie? Mieszkasz sam?
– Z przyjaciółką, ale nie ma jej w domu.
– No to idziemy?
– Czekaj! A o co ty mnie dokładnie zapytałeś?
***
– Serio? Dopytałeś go co dokładnie ci zaproponował? Pojebie mnie, Maks.
– No co? Co? Pomyślałem o swojej świeżej pościeli i jakoś zapomniałem, czego mam się spodziewać. Skąd miałem wiedzieć, czy myje dupę czy nie?
– Nie byłeś pewny czy myje dupę, ale rozważałeś czy go zaprosić? Nie mogę z tobą. Niezły jesteś kontent.
– A idź! Byłem lekko wstawiony, a w ogóle słuchaj dalej i nie przerywaj cały czas. Zero szacunku normalnie. A on też cham i znowu się zaśmiał pod tym swoim wąsem.
***
– Słuchaj pocieszny jesteś, ale ile ci to jeszcze zajmie?
– Słucham?! Co za cham pierdzielony. Co mi zajmie? Zadałem normalnie pytanie.
– No dobra, dobra. Spokojnie. Zapytałem, czy chcesz na zwałkę, ale skoro proponujesz pójść do domu, to nie odmówię.
– A kiedy, przepraszam bardzo, zaproponowałem, żeby iść do domu?
– To tobie nie odpowiada moje auto.
– Bo pewnie ruchałeś się tu już z kupą chłopów, a wątpię, że po każdym z nich myjesz siedzenia.
– Po pierwsze nie z kupą, tylko z paroma chłopakami, a po drugie nie jeżdżę zawsze tym samym autem.
– Jeszcze lepiej. Bezcześcisz pełno aut i nawet ich nie sprzątasz.
– Będziesz się tu tak ze mną przegadywać, czy idziemy? Albo ja sobie jadę, a ty chłopaczku idziesz do domu.
– Chłopaczku?! A ile ja mam według ciebie lat?
– Osiemnaście?
– Dwadzieścia dwa.
– Serio? A ja dwadzieścia jeden.
– Super. I kto tu jest kurwa chłopaczkiem?
W sumie jesteśmy praktycznie w tym samym wieku, ale jakoś krew mnie zalała. Będzie mi gadać chłopaczku. Bezczelne chamstwo. Myśli, że jak umie zapuścić gęstego wąsa, to już taki wielce dorosły. Wsadziłem telefon do kieszeni, rozpiąłem pasy, wyszedłem z auta i zamknąłem za sobą drzwi. Kiedy on też wyszedł i zbierał się do zajęcia miejsca kierowcy, zawołałem: Idziesz, czy nie?
– Poszedł?!
– No przecież mówiłem, że do czegoś doszło, to jak miał nie iść?
– Faktycznie.
Poszedł i nawet się nie oglądał. Było całkiem fajnie, nie powiem, że nie. Jakoś o szóstej rano mnie obudził. Był już ubrany, co dość mnie zdziwiło, bo zorientowałem się, że sam nie mam na sobie nawet majtek.
– W ogóle to nazywam się Dawid. Na kartce napisałem ci mojego Instagrama. Napisz, a ja muszę lecieć, bo mam dziś zajęcia.
Wiedziałem, jak ma na imię, bo było napisane w aplikacji Bolta. Ale uznałem, że to urocze. Dał mi buzi, poszedł do przedpokoju, zebrał swoje rzeczy i wyszedł. Stałem goły w drzwiach do mojego pokoju i nie wiedziałem, co właściwie się stało. Myślałem, że jednak jest w porządku, zostawił Instagrama, który nie był fałszywy, czego się spodziewałem. Po tej nocy dowiedziałem, że myje dupę i ma zadbane włosy. No kurwa, myślałem, że w końcu dobrze trafiłem. Spotkaliśmy się kilka razy. Nie na seks! Chcielibyście. Zabrał mnie na spacer nad Wisłą, byliśmy w McDonaldzie, mało romantycznie, ale miałem smaka. No i dwa razy siedzieliśmy zwyczajnie w aucie pod blokiem. Pisaliśmy, w mojej opinii, regularnie. A kiedy zagłębialiśmy się w różne tematy, zauważałem u siebie ten uśmiech, który pojawia się tylko wtedy, gdy ktoś jest fajny, a nie kawał chuja. Dlatego teraz totalnie nie rozumiem, czemu nie odpisał mi przez dwa dni.
– Nie mam pojęcia, Maksiu. Nie dystansował się ostatnio?
– Nie, nawet debil więcej gadał.
– Dziwne.
– Nie dziwne! Wkurwiające, kto tak robi?
– Chuje.
– Dokładnie, ale nie chciałem, żeby był chujem. Polubiłem go.
– Wiem. Teraz też mi przykro. Napij się herbaty, bo będzie zimna.