Idzie Grześ przez wieś

Idzie Grześ przez wieś, na gorzałkę ma ochotę. W piątek kupił, wczoraj wypił, dziś już nie ma nic. I tak idąc, obserwuje, gdzie w tej wsi się gorzałkę kupuje.

We wsi coś pusto – nikogo nie spotkał – dalej drałuje. Sklep minął i w nim też żywej duszy nie ma. Co prawda dziś niedziela, ale wiejski sklepik nawet w niedzielę otwarty mógłby być.

Doszedł wreszcie pod kościół, a tam, ile ludu! Rozgląda się i błądzi. Powolnym krokiem rusza tam, gdzie stoisk mnóstwo. Na jednym słodycze, na drugim plastikowe zabawki, na trzecim też słodycze (choć trochę inne), a na czwartym też zabawki (trochę mniej plastikowe). Grześ nie wie, co począć w tej sytuacji. Zagląda na stoiska i myśli: „Tu wódki nie kupię… gdzie na odpuście pod kościołem alkohol? Głupi jesteś Grzesiu!”. Poszedł więc Grześ między ludzi odważnie…

Kilku zapytał, ale nikt nie wie, gdzie teraz wódkę dostanie. Jednak Grześ wytrwale pyta, bo wie, że po wiejskim odpuście będzie popijawa. Tym sposobem w końcu się natknął na życzliwego Żyrandola, jak się niemal bezzębny, wysoki wieśniak przedstawił. Przytaknął na pytanie Grzegorza: „Tak, będziem pili jak do chałpy wrócimy. Chodź Pan z nami, znajdzie się i gorzała”, więc poszedł Grześ za Żyrandolem, ciesząc się niezmiernie.

Weszli do niewielkiej drewnianej chaty. Żyrandol przeszukiwał szafki, a Grześ już rozglądał się za kieliszkami. Kilka minut później zjawili się wiejscy przyjaciele. Przynieśli i oni flaszki pełne, zasiedli do małego stołu na środku pokoju. Pytają gospodarza, co to za człowiek, Żyrandol wyjaśnia i tylko wzruszają ramionami: „No co? Pić chce, niech pije z nami!”. Już mu szykują miejsce przy okrągłym stole, Grześ siada i pyta się, ile im zapłacić za wódkę. Patrzą po sobie, nie wiedzą ile. Jeden z wieśniaków ocenił „Chuchro takie, za dużo nie wypije. Dwie dyszki daj Pan” i dał Grześ posłusznie, śmiejąc się w duchu, bo naiwni byli.

Godzina minęła, sporo flaszek opróżnionych, zaczęły się tańce. Grześ zadowolony też podskakiwał i klaskał w ręce. Co chwilę zachęcał, żeby kieliszki napełnić, po czym szybko opróżnić do dna, do dna i resztkę na ziemię, w wiejskim stylu, wylać.

Piją i piją, końca nie widać, a Grześ jakoś zbyt trzeźwy i patrzą się gniewnie wieśniacy. Coś podszeptują, Żyrandol ich uspokaja, a Grześ pije i tańczy z uśmiechem na ustach.

Ciemno się robi, wódki mnóstwo w żołądkach, a alkoholu we krwi zbyt wiele. Padł wieśniak na kanapę i śpi. Grześ nadal pije, tańczy i uśmiecha się do towarzyszy, którzy już zapomnieli, że Grześ zły – za dużo wódki wypił.

Niewiele więcej czasu minęło, kolejni wieśniacy, jak ich kieliszki wielokrotnie opróżnione, pod stół poupadali. Żyrandol jeszcze, znany z mocnej głowy, chwieje się oparty o stół. Woła do Grzesia: „Chodź, jeszcze jednego wypijemy!” i myśli, że przybłędę przepije, na co Grześ zadowolony przybiega, polewa i stuk, toast i chlup, wprost do gardła, a Żyrandol bum, wprost pod stół. Na co Grześ w ekstazie hop na stół i wywija piruety, a wieśniacy chrap, chrap na podłodze.