nieudolne próby
wciąż i wciąż próbujesz ubierać w słowa
a może to tylko bal przebierańców
trywialny karnawał głupoty
nic nieznaczący kamuflaż
skaza na białym płótnie
próba bezsilnego naśladownictwa
bo przecież proch już istnieje
a ty w proch się obrócisz
szarość
konsekwentna szarość walczy o palmę zwycięstwa
w wyblakłej koszulce zwątpienia
przelewa się z chmur
w serca przebrzmiałych nut
które spadają z afisza
zielone wzgórza dziś bardziej wichrowe
na drzewach więdną słowa
konsekwentna szarość
wypełnia płuca tego świata
nie wiadomo skąd pochodzą
coraz bliższe mroczne wspomnienia
presja czasu nie posiada praw
cisza nie oszczędza nikogo
szarość konsekwentnie walczy o swoje
***
mnóstwo pieniędzy poszło z dymem
a to tylko ziemia okrążyła słońce
po raz kolejny
konsumpcjonizm
hedonizm
alko
i inne izmy
wypełniają ludzką egzystencję
wybijają rytm
jak zegar północ
dokąd zmierzamy
jako społeczeństwo
rzekomo cywilizowane
wspinając się po równi pochyłej
wprost w objęcia
wulkanicznego krateru
***
jak długo będą włodarze
traktować to miasto jak
upadłą królową nocy
rozdając każdy kawałek
na lewo i prawo
chciwym rozpustnikom
nie ma już dla siebie
dziewiczej części
skrawka nawet
zbrukane i skalane
bo liczy się zysk
brudny pieniądz
mamona
to ich burdel mama
***
patrz to
patomiasto
ktoś poślizgnął się na schodach
nie pomoże papryka
którą rozdają za darmo rolnicy
na to umysłowe pesto
które rozgościło się w głowach
włodarzy tego podwórka
gwałcicieli krajobrazu
w coraz to nowej pozycji
byle osiągnąć swoje
zaspokoić
chciwą chuć
***
barterowo traktujemy siebie
wymieniamy usługi i poglądy
pogromcy poliestru
i dubajskie paznokcie
dizajnerzy wiecznych chemikaliów
domorosły raper i beat box w ringu
w klatce albo w oktagonie
bezustanny bon mot bon ton
tok szoł
zwierzanie się nieznajomym na insta
tiktoczki na co dzień i od święta
pogłębione rozmowy z czatem gpt
itepe itede
etcetera
cogito ergo sum
carpe diem i memento mori
w czasach gdy nikt nie rozumie łaciny
oprócz kuchennej
fast foodowej i niesmacznej
gwiazdek michelin pozbawione
ładu i składu jak ten tekst
small talk wyszedł z mody
trzaskając drzwiami
niezdany egzamin obciąża konto
***
czerwone płatki pelargonii
tworzą jakby strużkę krwi
na
scho
dach
jestem tylko tłem
w twoim spektaklu
przedstawieniu dram
elementem dekoracji
scenografii trybem zmian
do przestawiania to tu
to gdzieś tam
w magazynie dawnych spraw
sprowadzasz mnie do parteru
windą swojej próżności
zjeżdżam jeszcze niżej
żyję od dawna
na poziomie
minus dwa
***
atrakcje turystyczne
już dawno niedostępne
drzewa zmieniają kostiumy
szykując się do nowych ról
lepszej dnia połowy
tamując krwotok smutku
smutku naszego
powszedniego
racz nie dawać więcej nam
żelazne wrota serc
kruszeją od łez
fragmenty kolorowych skrzydeł
przyklejamy na oślep
choć do lotu brakuje sił
w zbożu kłosów pochylonych
wywracamy dawne naleciałości
i wracamy
***
jak wywalczyć prawo do własnego zdania
poprawnie napisać podanie o spokój
nie burząc ustalonego porządku świata
kto włożył nam do ręki zwiędły bukiet maków
a kto pomoże zejść z piedestału
w nocy kroczymy dumnie trotuarem
upstrzonym pozostałościami z jarmarku marzeń
balansujemy na krawędzi dachu
elektrokardiogram
niekorzystny