TROCHĘ SZKODA MADONNY
Zrobiło mi się was szkoda
Gdy jechałam dziś samochodem
Fałszując utwór madonny
Szkoda, że zatrzasnęliście drzwi, zamiast wejść do środka
Nieświadomi, że pozwoliłabym wam wybrać piosenkę
Przyciszyć
Wyłączyć
Wymienić radio na inne
Szkoda, że nie usłyszycie, jak śmieję się z waszych nieśmiesznych żartów
I płaczę nad mlekiem, które sami rozlaliście
Szkoda mi, ze nie baliście się na tyle,
By namówić mnie na przejażdżkę
Ale wystarczająco
By nie pojechać razem ze mną
Time goes by so slowly
A mnie zatrzymał się w latach 80-tych
Czasami, gdy mi się nudzi, dla odmiany szkoda mi was, nie siebie
UNIKOWI
Kiedy mówią „Chcę ciebie”
Jeszcze nie wiedzą, że mylą imiona
Kiedy krzyczą TERAZ
To jest ich własne na święty nigdy
Kiedy ściskają twoją dłoń
To po to, żeby zgruchotać ci kości
Kiedy wpuszczają cię do środka
Zatrzasną drzwi, zanim zdążysz wejść
I pomyślą, że to twoja wina
I powiedzą, że to ty
I poklepią cię po plecach
Jak stary zakurzony fotel
I znikną
Żeby nie starczyło czasu
Na zrozumienie ich języka
TO JA
Dziś rano obudziłam się z przerażającą myślą,
Że to Ja
Nie Oni
Nie Tamci
Nie Ci ludzie
Ci mężczyźni
Ci “faceci”
Nie Te kobiety
Te “laski”
Tylko Ta laska
To Ja
I jak tu rozpocząć krucjatę przeciw sobie
Nie wciskając jej w bezpieczne ramy “alter-ego”
Alternatywa nie istnieje
Jeśli coś miało wadę fabryczną
Pociesza mnie, że przy taśmowej produkcji
To nie musiałam być tylko Ja
Jedyna.