Dachowiec płacze za nas wszystkich

Zabawa w zabijanie

„Chodź, to Ci coś pokażę!”
woła niewinnie on
nieznajomy chłopiec, z którego ust
wylewa się czerń
czerwienią połyskująca,
oblepiona zapachem zgnilizny.

„Zabierz mnie stąd!”
krzyczy Ona,
ale skąd niewinna dziewczynko?
Z domu, w którym tatuś krzyczy na mamusię?
Z kraju, w którym każdy może
wszystkiego dokonać?

Wiatr wieje trochę mocniej,

szum liści brzmi trochę inaczej
a ciarki przeszły się marszem
po skórze połowy miasta.

Zbrodnia, w której czerwień
połyskuje czernią.

„Litości!”

Ale przecież i tak zostaną z nas same kości.


Lepiej ubierz dobre buty

Człowiekowi przyszło tylko zastanawiać się;
nad lśnieniem albo
olśnieniem.
A potem przyjdzie jeszcze czekać
aż jedno z nich łaskawie
pojawi się i oświeci,
lecz najcięższą drogą jest
nie pozwolenie temu na odejście.

I chociaż słowami możesz zajść
trochę dalej niż stopami
jest jeden warunek, aby słowa
zachowały swój sens:

Nie ma czasu na przemyślane kroki.


Nie ma dla nas miejsca

Jesteśmy jako społeczeństwo karmieni
pustą nadzieją,
często zmuszani do sztucznego szczęścia,
lecz jednostki obdarzone autentycznością
mogą zadawać pytania:
Gdzie ta prawda?
I piękno?
A wiara?
Niestety nigdy nie uzyskają one jednak
od niego
autentycznej odpowiedzi,
gdyż w społeczeństwie uzbierałoby się
tyle prawdy, piękna oraz wiary,
ile przeciętny dachowiec
byłby w stanie wypłakać.