Wiedźma
A mamusia to mi opowiadała, że za lasem wiedźma mieszkała. Tak, tak. Prawdziwa wiedźma. Stara, ale nie brzydka. Wszystko wiedziała i słyszała. Na każdą troskę też sposób miała. Kiedyś taka wiedźma to skarb był we wsi. Sprzątać kobieta nie musiała. Miotła sama, zaczarowana, po chałupie latała.
– Naprawdę babciu?
Naprawdę, naprawdę. A po co bym cię kłamać miała? A rozumiesz, gary i dzbany same się myły, a woda ze studni sama się jak z kranu lała.
– A skąd to twoja mamusia wiedziała?
U wiedźmy się bywało, to i bywała moja mama, i jej mama i też babcia. Jak ją głowa przestać boleć nie umiała, to wiedźma na wszystko lekarstwo miała. Ziół naparzyła, maści robiła i klątwy zdejmowała. A klątw we wsi było co niemiara…
– Jakich na przykład?
A no dziecko, bo dużo zwady było, a i zazdrości. Jedna pannica najładniejsza we wsi była to od klątw się opędzić nie mogła. Każdy chłop, co wolnego był stanu i ślubem nie uwiązany, a i też bywali ślubni, to wyglądali za nią, czy już gotowa na zaślubiny. To też inne pannice, co trochę, tamtą męczyły i o jej szpetocie marzyły. A to żeby jej wszystkie blond włosy wypadły, a to żeby krowa im padła albo żeby zęby jej zczerniały.
– I co zczerniały?
A gdzie tam? Odbijało się jej ciągle. Spokoju nie miała. Brzuch jej tyle kwasu puszczał, aż całkiem na łóżko padła. Leżała dzień, dwa, potem tydzień, to jej mamusia za las poleciała. Ratuj mi córkę moją kochaną, mądra kobieto, ty dobra kobieto, bo patrzeć nie idzie, jak cała w oczach marnieje. A bo już więdła, włosy jej poszarzały, a skóra róż potraciła. Wiedźma słuchała uważnie, bo też spokojem grzeszyła, i wraz do torby wszystkie tam ważne zioła wrzuciła. Z mamusią pięknej pannicy przez wieś leciała jak wicher zaczarowany.
– Uratowały pannice?
No łatwe to klątwy nie były. Ciężkie i czarne jak smoła. To też wiedźma wody zagrzać kazała do wrzątku samego i wrzucić zioła do tego wrzątku parującego. Coś tam potem pod nosem mamrała i pannicy wypić do dna kazała. Potem i w dzień i w nocy pannica kaszlała, a wieś cała końca tego kaszlu nie widziała.
– I co, umarła?
A gdzie tam umarła? Po tygodniu kaszleć przestała. Wszystko, co miała, to już wykaszlała. Zdrowa wstała i całkiem poróżowiała. Włosy się jej znów złotem pokryły i na pole szybko z nią wróciły.
– A co wiedźma zrobiła z tymi, co ją przeklęły?
Robić już nic więcej nie musiała. Po wsi słowo się rzekło, że interwencja wiedźmy w tym była. To też pannicy już żadna klątwa obmacać nie śmiała. Daremne bluzgi w nią leciały. Kwasiły już tylko tych, co je rzucali.
– To, czemu teraz we wsi żadna wiedźma nie mieszka?
Chciałabym też to wiedzieć dziecko drogie. Wiedźma nasza długo żyła. Ile lat miała? Nikt tego we wsi nie wie. Pewnego dnia, gdy jesień się kończyła, wicher wiał jak dziki. Czas to był też dziki. Granice pozmieniali, a i cesarzy na prezydentów pozamieniali. Ktoś wtedy za las poleciał, po maść może albo po wróżbę na zimę. A tam chałupy, ani wiedźmy już nie było.
– Co się z nią stało?
Zniknęła. Stare baby powiadały, że z wichrem na wschód poszła. Starego odżałować nie umiała i do nowego przyzwyczaić się nie mogła. A może co inne ją przegnało? Może na tą całą cywilizację już za słabe czary miała.