Uciekam w sny płynne godzinami cichymi,
Wędrowiec cynobru spomiędzy sakaki.
Gdy gwiazdy dzień gaszą światłami żywymi,
Sacrum jak welon nakrywa kształty i smaki.
Cykady zagłuszą zbyt obce dźwięki,
Mgieł horyzont zamknie kłódkę nieświata.
Nie przetnie nikt shimenawy mojej piosenki,
Nie odleci z azalii jasna myśl skrzydlata.
Woda czerpana bambusem oczyści ręce.
Słowa przenikną przez dalekie tkanin wrota.
We śnie chcę wierzyć wielce, że słyszało serce,
Dawne bóstwo lustrzane spod dachu ze złota.
Przez monetę potoczyły się modlitwy,
Niech kameliową nicią los wyszywa dni.
Pytam więc przed snem, w natłoku tej gonitwy,
Czy nasze przeznaczenie także czasem śpi?