Na skale Kaukazu

Złap za ramiona i wydrap serce
Jak orzeł prometejski zabijaj co dzień
Bez znaczenia czy posiłku jesteś godzien
Nakarm się bólem w mej poniewierce

Helios złocisty nie ma litości
Gromowładny odwrócił swe lica
Został tylko dobowy krąg życia
Ty śmiało zgłębiaj moje wnętrzności

Kajdany mi ciążą krwawym łańcuchem
Każdy kamień nagrzany wypala skórę
Najdotkliwiej Prometeusz czuje górę
Już tęsknie orła poszukuje słuchem

Do skały przywiązana czekam na mękę
Cisza wciąż pali brak rozrywa aż do kości
Przystanę na to uczucie orle do mdłości
Z monotonii w szponie czułą ujrzę rękę
Znów ślepa i głucha na przestróg piosenkę