x
O pustych kieszeniach
Z zadartym wysoko nosem
Sunie po źle skrojonych ulicach
Powoli, a do nikąd
Niebozabawka
Myszbezgardłazabawka
Stare śmieci wyrastające z betonu
I ta dziwna estakada obnażająca
Trochę kurzu
Zdarte podeszwy
Dochodzi nareszcie
Stara Europa, to matka
I wraca tą samą drogą
Zdechła piłeczka
Skórzany pozór
Tchórz zmatowiały
Za ojca Za ojca
Pracowałby
x
Przegrane bóstwo rozebrało się już lata temu
Kotara dobrotliwego szlafroka runęła z hukiem
Wtedy rozzuchwaleni zwycięstwem ujrzeli prawdę
Jej piersi były zielone
Zamiast mleka ze zgniłych sutków wypływały żółć i limfa
Nic ludziom nie zostało ponad samookaleczenie
Niektórzy własnemi rękami zdzierali skórę z mięśni
Większość zgodziła się jednak pozostać przy klęczącym bóstwie
Chciwie chłepcząc słowa z jego ust
Spijając soki
Które czyniły krew białą
A myśl wprowadzały w bezwład
Ale w tych halucynacjach człowiek pozostał podobny do Drugiego
Szczęście złamało wolę
I stało się dobrem powszechnym.
x
Pod kapturem cienkich chmur
Przesłaniających blade niebo
Słyszę szmery
I lepiej, żeby nie znalazło mnie żadne ludzkie słowo
x
To nie był strach przed cierpieniem.
To było niespokojne jego wyczekiwanie.
Ten chłopiec z grzechu zrobił sobie przyjaciela