kochanego ciała nigdy za wiele
bajeczne sokowirówki wszyte do dłoni błagam
daj mi polizać hafty szalika nie pamiętam
jak smakują ćmy w stygnącym wosku
że krzyczałem przepraszam ten blat pachnie
za bardzo kadzidłem darsham 4,50 opak
kosztuje tyle co wdech bez kapitulacji
w jadłodajni grają na organach
wsuwaj gosiu do czysta byleby nie zahaczyć
o pęczniejące sznyty na blacie jeszcze cię przywabi
haczyk co się dynda gdzieś na odległym strzępie płuc
ale nie to nic nie kłuje
to nie może być ten
smakuj
kopytka z żyrandola śmierdzą jakby rozkładały się
fioletowe płatki kwiatów którymi dzieci obsypywały boże ciało
palone
na wskroś przez horyzont wiem że tam
się schodzą wszystkie proste i krzywe równoległe
jakie bulgoczą ci w brzuchu gdy obierasz pieczonki z prochu
tak się nie leży od dawna tak ciasno nad żwirem który
syczy zbyt kwaśnym dymem abyś mogła zasnąć
przeliteruj: bandaże elastyczne i wiatr który wyskrobuje słowa z podniebienia
malutkimi łyżkami do herbaty
twój popiół z ogniska popadywał na torach
matrymonium 202
przetrącił kręgosłup na trzepaku to przepysznie wiotki chłopaczyna
prawie jak okrągłe grosze w obwarzanku nie za twardym
dla sczerniałego ząbka
popielata karoca wsiadaj obwozimy się i szukamy gosiu
te chłodnice na prezent matrymonialny
ideolo jego rakiety są naprawdę nic tylko pozjadać
zanim zleje ci ten pokój od policzka do brzucha
czy myślałaś jego kroki wszyć sobie do uszu?