Ściany wyglądały jak po powodzi
Ściany wyglądały jak po powodzi. Połyskująca, śliska farba łuszczyła się i odpadała dużymi płatami, które zbierały się na podłodze w małe pagórki chemicznych hałd – pomarańczowych i żółtych. Wyzierająca spod farby cieniutka warstwa zagruntowanej ściany, nosiła znamiona długiej ekspozycji na ekstremalną wilgoć. Wszędzie można było dostrzec nabrzmiałe mokre bąble, jeszcze wzmagające efekt łuszczenia się farby. Wnętrze piwnicy oświetlała jedynie, zwisająca na kilkukrotnie owiniętym czarną taśmą kablu, licha żarówka o bardzo przytulnej barwie światła, która stanowiła również jedyne źródło ciepła w pomieszczeniu. Wesoło pobrzękiwała w momentach, gdy światło mrugało, a elektrony walczyły o przejście przez naderwane kable. Wzdłuż ścian biegły rury, wzdrygane regularnie falami przepływającej przez nie wody. Hałas roznosił się i odbijał od ścian, dając poczucie niekończącej się mantry stalowych rurek, które urządziły tu sobie mały klasztor. Na podłodze, jeśli można tak określić, warstwę betonu zmieszaną z płatami farby, kurzem i pokruszonymi cegłami, spoczywało w niepokoju kilka szczurzych, rozkładających się trupów. Były napompowane od ogromnych ilości trutki, którą spożyły w dzikiej walce instynktów chwilę przed śmiercią.
Na samym środku, otoczona niczym grubą, puchową kołdrą, leżała w dziwnej pozycji wykrwawiająca się młoda kobieta. Czoło oparła na jednej z hałd, która z pomarańczowo-żółtego koloru farby zmieniła się w nasączoną krwią bordową gąbkę. Cicho pojękiwała, kiedy przypominała sobie o obecności szczurzych zwłok, otaczających ją z każdej strony. Świadomość zbliżającej się śmierci w tej krypcie, która została przeznaczona jako rodzinny grobowiec dla gryzoni, była największą motywacją do przetrwania, pomimo rosnącej woli ukrócenia swojej męki. Nagle drzwi otworzyły się z piskiem. Próbowała przekręcić się na plecy, jednak skończyło się tylko słabym wyciem, spowodowanym przez ból przemieszczający się po połamanej kości biodrowej.
– Ulżę ci wreszcie – szepnął wzdychając – nawet dla ciebie wystarczy!
Rozległ się huk wystrzału, który przez kilka sekund odbijał się jeszcze po ścianach, zmieniając mantrę rur w awangardowy bit muzyki techno. Wszystkie drobinki zaściełające podłoże uniosły się i tanecznym pląsem opadały, wypełniając głęboką dziurę w głowie ofiary na wzór pleśni. Szczury zmartwychwstały.