Jestem tym, o czym piszę


czuję jak zbliża się koniec dnia
jego wychodzące kroki rozgrzmiewają jak dwa tramwaje na torowiskach
tylko po to aby spotkać moje zmęczone oczy kiedy przyglądam się nieludzkim twarzom
w nieludzkich czasach dla człowieczeństwa

moje nieomylne obycie ze światem nie da mi żadnej przewagi nad tym co przyniosą następne godziny
ponieważ nie doświadczyłem w życiu niczego prawdziwego
jego smak gdy mam go na wyciągnięcie ręki
zabrał mnie do miejsca z którego nie potrafię uciec

znalazłem komfort w twarzach które oglądałem godzinami
bezwstydnie szukając w nich tego czego nigdy nie mogłem znaleźć
wynosząc wyłącznie pamięć
jak dorzecze dla moich głuchych dni w których dzisiaj ich głosy
rozbrzmiewają chórem jak prognozowane wieczorne gradobicie

•• 
I
Słońce,
każdy krok który stawiam w niepewności
prowadzi mnie do ciebie
oblej mnie swoim światłem kiedy nie czuję się sobą
złap moje odrętwiałe dłonie
i przywróć mi poczucie wartości

chcę poczuć na własnej skórze jak parzy mnie twoje objęcie i jak mało potrzebuję
aby odnaleźć spokój w oczach osoby którą ledwo znam
zaczynam myśleć że jestem nieuchronny od własnych myśli
i tego co dzieje się gdy ich dłonie sięgają po więcej

II
kiedy budzisz się w środku nocy
chcę wiedzieć czy jestem dla ciebie dobrym wspomnieniem
czy koszmarem startym z sennych powiek
ponieważ nigdy nie przestałem o tobie myśleć
i wciąż potrafię przyglądać się niebu
szukając w nim choć jednego przebicia światła

••• 
te kości nie służą już niczyim dłoniom
złam je w pół
zmiażdż i przygnieć swoim ciałem
nie mogę dłużej patrzeć na świat odarty ze snów
nakarm mnie kiedy wrócisz do domu
nie zjadłem nic odkąd zostawiłeś mnie między ścianami które szepczą że nocą przyjdzie zły człowiek
i odbierze mi ciebie gdy zamknę oczy

nie chwytam się brzytwy
chwytam się krawędzi twoich warg z których wypływają kojące słowa pocieszenia
wlej je do moich oczu i nawilż moje powieki
zanim znowu zasnę

i kiedy będziesz rzeźbił moje ciało na nowo
nie zgubię wzroku tak długo jak nie znam swoich słów
ponieważ mój głos jest wadliwym narzędziem w twoich rękach
spójrz na jego odrażającą twarz
służy wyłącznie do propagowania strachu

jestem stworzony aby zostać zdeformowanym
i muszę być zdeformowany aby zostać stworzonym
ze swojej gliny ulep ze mnie coś prawdziwego
ponieważ od miesięcy nie przypominam siebie

••••
ucieleśnić moje szczęście w twoich oczach
aby potem nie potrafić oderwać od nich wzroku
to wszystko co zdołałem zrobić gdy nocą świat wydaje się łagodniejszy
spokojniejszy w słowach

szukam wtedy przerwy od siebie i wyciągam moje dłonie ku tobie
aby poczuć ciepło twoich ust
ciepło moich dłoni w twoich ustach
pragnienie które rozrywa moje pojęcie o świecie
zostawia mnie zmarnowanego na progu mojej przyszłości

zamknąć oczy tylko na chwilę
nie zmieni nic w trajektorii mojego życia
ostatecznie to wszystko i tak pokłosie mojego dzieciństwa
dziecko które biegnie do domu z psem na rękach
dziecko które nie zna drogi do własnego pokoju
i nie posiada żadnej świadomości o problemach otaczającego go świata
jestem nim i jestem sobą

nauczyłem się nie wykluczać nikogo kto kiedykolwiek przejmował nade mną kontrolę
absorbuję każde słowo pogardy
i przemieniam je w nicość której głębokość zna tylko on
który dobrze wie co mnie czeka
dobrze wiem co mnie czeka

stoję przed prawdziwym mężczyzną i czekam na wymiar sprawiedliwości
siedzę obok niego i próbuję złapać własny oddech
leżę z tobą i nie potrafię zamknąć oczu
ponieważ ucieleśniłem w twoich oczach prawdę którą miałem przez całe życie
w zasięgu mojej dłoni

•••••
kiedy obracam głowę i zdejmuję z ciebie wzrok
widzę pierwszy olejny obraz szczęścia i pierwszą bezchmurną noc bez ciebie
wchodzące przez twoją twarz pierwsze zimowe światło
jak przeczesuje moje zmierzwione włosy aby pośród tych obskurnych ścian przybrać wyraźniejszy kształt

kredowa bladość na mojej skórze
jak moja dłoń lgnie z łóżka ku ziemi
czy możesz uwierzyć że wciąż jestem w tym samym miejscu
nie jestem w stanie zasnąć ani wstać
być może jestem gdzie powinienem gdy leżysz obok mnie
ziemia obiecana dla moich słabych kości
z twoją ręką jako mój podgłówek
mógłbym tkwić w tej pozycji przez resztę dnia
dopóki nie stracę cię w oczach gdy wstajesz i rozbierasz się przed lustrem
ale ja nie jestem bogobojny
dożylnie inkorporuję każdą falę ciepła i staję się tym co widzę
jestem tym o czym piszę

według własnego uznania i kontynentalnej polityki wypieram rzeczywistość
wszystkie przyprawiające o mdłości myśli
aby nocą miażdżyć własne żebra i wstawiać je w miejsca gdzie przewiduję w sobie deficyt
i gdy dławię się obcymi słowami w moich ustach
nie ma nikogo kto mógłby potwierdzić zgodność moich dolegliwości
zabieram głos gdy wierzący liczy na palcach swoje pierwotne dogmaty współczesnego świata
aksjomaty oparte na objawieniu
uwierzę w nie dopiero gdy światłowstręt porzuci moje ciało
do tego czasu pozostaw żaluzje opuszczone
w półmroku zakwitnie komfort i warunki dla moich oczu
i jeśli kiedykolwiek zdecyduję się stąd wyjść
to będzie mój wybór