[beztytułu]

odnalazłam w najtrudniejszych moich zakamarkach 
taką małą strużkę krwi
delikatny płyn barwiący wnętrza i zewnętrza
delikatny choć tak nieprzyjemny w smaku
raniący usta gardło żołądek
znalazłam w sobie siłę woli
nie taką która walczy z grzechem
nadstawia drugi policzek i odziera się z szat

w głębi morza mojej duszy
znalazłam kawałek twardej zimnej ziemi
zbyt długo zamarzniętej
i próbując go złapać połamałam paznokcie
zabrudziłam skórę tak mocno
prawie do krwi własnej nie cudzej
zdarłam pragnienia nieczyste
zgubiłam się na chwilę w połamanych kościach
niemożliwych przecież do umycia
z grzechu pierworodnego
choćbym spędziła na tym całe moje życie
to zabrudzone i połamane pozostaną
gotowe do spalenia na stosie niewinnych

mimo tych brudnych kości
obolałych mięśni zmęczonych tkanek
dotknęłam stopami zimnej ziemi
leżę teraz na niej
więc każda część mnie włącznie z korzeniami i liśćmi
zamarza po trochu
delikatnie przeobrażając się w niebieskość

wypływające z tego przyjemności są
czasem
a czasem nie

zdarza mi się nie widzieć słońca długo i wtedy przymarzam mocniej
ale to nie boli prawie wcale
nie boli to zimno bo nikt mi słońca nie obiecywał
więc tkwiąc w tym oczekiwaniu
nie więdną moje liście
a korzenie wczepiają się mocniej

na tej ziemi nie jestem sama
i nie mam tu boga
chyba że mogę nim nazwać
to wszystko

tylko że nawet jeśli mogę
to nie chcę
na mojej zimnej ziemi boga nie ma

i powoli to wszystko układa się w całość
pomieszaną i brzydką
prawdziwą

powoli jest coraz cieplej i pada gęsty deszcz
moich i nie moich myśli
wynikających z działań prawie boskich
transcendentalnych

z moich kończyn i oczu wyrastają rośliny
nieśmiertelne
a ich szepty spisane są na moim ciele

i choć moje usta zasypane są ziemią i duszę się powoli
to milszy stan niż miłosierdzie boskie

wiem że z tych kończyn ust i włosów
wyrośnie kwiat piękniejszy
niż z grubych tomów
przez zakurzone usta czytanych