O Tobie, którego noszę

I moje usta nie zamknęły się na Twój temat od kiedy
pierwszy raz Cię pocałowałam.
Chociaż czasem błagam o to,
by zamilczeć, gdy dusisz mnie swoim nieszczęściem

i wpychasz w moje usta swoje prawdy,
w których się gubię.

Suniesz dłonią po moim udzie,
a moja dusza ubrana w za ciasny wełniany golf krzyczy
aby był już to koniec.

I mogę powiedzieć, że może trochę tęsknię.
Może zapach chryzantem jesiennego wieczoru
trochę za bardzo przypomina mi Ciebie.
A może pojedziemy kiedyś nad morze?

Tam o wszystkim się dowiesz, abyś mógł
odpowiedzieć goryczą.
go rycz

I dlaczego on i ryk są obok siebie?

Jestem na każde Twoje cierpienie
i skinienie palcem.
Powoli jesteś wszystkim,
co da się we mnie znaleźć

Bo między płucami trzymam kilogram goryczy
I między palcami resztki ostatniej deski ratunku.
A poza tym wszystkim
to strasznie się boję, że odnajdziesz coś więcej
i po mnie zostanie już tylko westchnienie
z kawałkiem olśnienia –
światła, które pali, choć nie gaśnie,
i cienia, którego nie umiem się pozbyć.